Zaczęły się kontrole w gospodarstwach rolników ubiegających się dopłaty

Pracownicy i studenci Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego w Olsztynie jak ognia unikają słowa „kontrola”. – Nie chcemy straszyć rolników – mówi Arkadiusz Tyszko z Katedry Geodezji Satelitarnej i Nawigacji.

Pierwsze kontrole w województwie kujawsko-pomorskim odbyły się w poniedziałek po południu, wczoraj już wszystko szło szybko i zgodnie z planem. W powiatach sępoleńskim i tucholskim pracowało 60 osób, w parach: rolnik z geodetą.

W granicach błędu

 – I jak to wychodzi? – Zofia Brycka z Płocicza denerwowała się, czy kontrolerzy potwierdzą obliczenia jej męża i czy nie będzie żadnych różnic między tym, co znalazło się we wniosku o dopłaty, a tym, co na polu. – Wyszły 23 kartki – szybko przeliczył Arkadiusz Tyszko (geodeta). – Wszystko w porządku. Zmieściliście się państwo w granicach błędu – niezgodność wynosi tylko 1,6 procent.

Zenon Brycki zmierzył swoje 19 działek rolnych (zboża, ziemniaki jadalne, buraki pastewne, łąki i pastwiska) kraczką. Wniosek pomogli mu wypełnić pracownicy urzędu gminy w Kamieniu Krajeńskim (przy okazji skorygowali kilka błędów) i 28 maja rolnik złożył dokumenty w powiatowym biurze Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Jak wszyscy gospodarze w Płociczu. – Sąsiedzi z początku nie wierzyli, że z Unii jakieś pieniądze dostaniemy – przyznaje Zofia Brycka. – Mówili, że przecież nie ma nic za darmo.

W końcu jednak rolnicy dali się przekonać i złożyli wnioski. Zenon Brycki spodziewa się co najmniej 10 tys. złotych. – Postawimy za te pieniądze garaż na maszyny – cieszy się żona rolnika. Może dopłat będzie więcej, ponieważ gmina zaliczona została do ONW (trudne warunki gospodarowania), a z tego tytułu należą się gospodarzom dodatkowe pieniądze.

Wszystko sprawdzą

Przetarg na kontrole w woj. kujawsko-pomorskim wygrał Uniwersytet Warmińsko-Mazurski. W pogotowiu czeka 30 ekip. – Wszystko zależy od potrzeb agencji – mówią. Obmierzenie 26-hektarowego gospodarstwa państwa Bryckich zajęło im 3 godziny. Obeszli połowę działek, trzymając w ręku niewielkie urządzenie – GPS, brnąc po pas w mokrym zbożu i zapadając się po kostki w wilgotnej ziemi. Porównanie powierzchni z tą z wniosku rolnika i spisanie protokołu – godzinę.

Ponieważ państwo Bryccy starają się też o dopłaty z tytułu ONW, kontrolerzy zajrzeli do obory i chlewni, sprawdzili, gdzie rolnik trzyma nawozy i środki ochrony roślin, zwrócili uwagę, czy gdzieś na łąkach i rowach nie widać śladów wypalania traw, sprawdzili porządek w gospodarstwie i atest opryskiwacza. Trochę pokręcili nosami nad stertą opon za chlewnią. – To trzeba będzie usunąć – stwierdzili. Ponieważ jednak stare opony nie były porozrzucane po podwórku, tylko zmagazynowane w jednym miejscu, nie mieli poważniejszych uwag. – Jeśli zdarzy się, że rolnik nie prowadzi gospodarstwa zgodnie z dobrą praktyką rolniczą, dostanie ostrzeżenie. W przyszłym roku czeka go kontrola. Jeśli nie naprawi uchybień, nie dostanie dodatkowej dopłaty w 2005 roku – wyjaśnia Stanisław Barłóg, zastępca dyrektora toruńskiego oddziału ARiMR.

Telefon przed przyjazdem

 – Musimy telefonicznie zawiadomić rolników o naszym przyjeździe, przy czym nie straszymy ich i unikamy słowa kontrola – mówi Marcin Suchocki. Kontrolerzy nie mogą uprzedzić rolnika wcześniej niż na 48 godzin przed przyjazdem do gospodarstwa.

W poniedziałek Arkadiusz Tyszko i Marcin Suchocki skontrolowali jedno gospodarstwo w Małej Cerkwicy. – Wszystko się zgadzało – mówią. Podobnie jak wczoraj, w drugim kontrolowanym gospodarstwie w Płociczu. Kontrolerów czeka wiele pracy. Każda ekipa w ciągu tygodnia zamierza sprawdzić uprawy w 15-20 gospodarstwach.

Za zawyżanie powierzchni działek lub wpisanie innej uprawy niż ta, która rośnie na polu grożą kary. Jeżeli błąd (różnica pomiędzy dopłatami, o które ubiega się gospodarz, a tymi które mu się należą) wyniesie 3-30 procent dopłata zostanie pomniejszona o podwójny błąd (np. rolnik ma 10 ha, a wpisze 11, dostanie dopłaty tylko do 8 ha). Pomyłka wynosząca 30-50 proc. oznacza, że rolnik nie dostanie w tym roku ani złotówki. Wnioskodawca, który zawyży dopłaty więcej niż o połowę, nie otrzyma dotacji przez 4 lata (łącznie z rokiem złożenia wniosku).

Źródło: Gazeta Pomorska