Po 1 maja nadal będziemy jeść, to co zechcemy

„Unia zakazuje sprzedaży domowych dżemów, wypieków i świeżych jaj”, „Z polskim bigosem możemy wejść tylko na Białoruś, a nie do Europy”, „Unia Europejska zakazuje podawania potraw przyrządzanych przez podgrzewanie” – prasa i Internet pełne są tego typu rewelacji. – To bzdury – komentuje Bruksela.

Nie musimy na zapas najadać się narodowymi smakołykami. W sobotę, już po formalnym wstąpieniu do Unii, nadal będziemy mogli jeść bigos, kaszankę, ogórki kiszone, smalec czy flaki. – Nic nie będzie zakazane. Unia nie jest od tego, aby dyktować ludziom, co mają jeść i jak mają gotować – zapewnia Beate Gminder, rzeczniczka komisarza ds. ochrony konsumentów UE.

Bruksela dementuje też ostatnie pogłoski, że nie będzie można dawać biednym czerstwego chleba ani sprzedawać w jednym sklepie pieczywa i warzyw. – Wszystko to bzdura – irytuje się Gminder. – Zachowajmy zdrowy rozsądek.

Rzeczywiście – niektóre z polskich specjałów nie spełniają unijnych norm sanitarnych. Górski oscypek i wiejski twaróg zawierają więcej bakterii, niż zezwalają unijne przepisy. Jednak tak samo jest z kilkunastoma odmianami alpejskiego sera, który tradycyjnie sprzedaje się we Francji. Wyjątek, jaki Unia przyznała Francuzom, Komisja Europejska automatycznie rozciągnie na pozostałe kraje.

Podobnie jest z tradycyjnymi polskimi potrawami zawierającymi mięso – jak flaki czy kaszanka. Tu także inni przetarli już szlak. Hiszpanie jadają tripas a la madrilena – potrawę bardzo podobną do naszych flaków, natomiast szkockim specjałem jest haggis – salceson na gorąco w żołądku owcy.

Wiele obaw wywołał w ostatnich dniach bigos. Czy jego odgrzewanie nie zwiększa ryzyka pojawienia się niebezpiecznych bakterii? Nie zwiększy. W Strasburgu, siedzibie Parlamentu Europejskiego, największy specjał kuchni alzackiej to choucroute, którego receptura niewiele odbiega od bigosu.

Nie będzie też zakazany domowy ubój zwierząt i produkcja kiełbasy na własny użytek. Europejskie normy higieny ustalane są jedynie do produkcji na dużą skalę. Dopiero sprzedaż mięsa wymaga uboju zgodnego z unijnymi normami. Z naszych stołów nie znikną kiszone ogórki ani grzyby w occie. Unia nie będzie wyznaczać średnicy pizzy ani zabraniać sprzedaży aromatyzowanych chrupek.

 – W Unii istnieje ogólna zasada: jeśli ktoś od 50 lat nie otruł się jakąś potrawą, to można ją uznać za tradycyjny, chroniony specjał – tłumaczy Jacek Leonkiewicz, doradca ghłównego lekarza weterynaryjnego kraju.

Na wszelki wypadek Ministerstwo Rolnictwa w ekspresowym tempie chce przeprowadzić przez Sejm ustawę o produktach regionalnych, która określi receptury naszych tradycyjnych dań i zarejestruje je w Brukseli.

Źródło: Rzeczpospolita