Tylko początek będzie trudny dla rolników

Integracja z Unią to dla wielu polskich rolników zderzenie z inną cywilizacją. Bez konta bankowego, spełnienia unijnych norm sanitarnych, dostosowania do wymogów marketingowych sieci handlowych, a nawet szukania rynków zbytu za granicą trudno we Wspólnocie producentom żywności sprawnie funkcjonować. Dodatkowe zamieszanie powodują nieuniknione trudności naszych władz z budową wymaganej przez Brukselę organizacji rynków rolnych. Stąd strach na polskiej wsi, co się stanie po 1 maja.

Obawy te świetnie wykorzystują populistyczni politycy. Stawiają na wcześniejsze wybory, bo wiedzą, że już za kilka miesięcy rolnicy mogą odczuć bardzo wymierne korzyści z integracji. A wówczas zmienią podejście do Unii.

Tak było we wszystkich krajach „15”. Wspólna Polityka Rolna jest stale krytykowana, ale nie za zbyt małe wsparcie dla rolników, tylko odwrotnie, za nadmierny protekcjonizm. Płacą za to konsumenci w postaci wyższych cen żywności, a także kraje rozwijające się, które nie mogą przez to eksportować produktów rolnych, często jedynej atrakcyjnej oferty, jaką mają.

Do tego chóru nigdy jednak nie dołączają unijni rolnicy. Jeśli protestują, to przeciw ograniczeniu roli Brukseli, a nie jej zwiększaniu. Doskonale rozumieją, że osłabianie Unii to dla nich podcinanie gałęzi, na której można całkiem wygodnie siedzieć. Z pewnością już wkrótce ich głos bardzo wzmocnią polscy chłopi. Bo po 1 maja co piąte gospodarstwo w Unii będzie się znajdowało w naszym kraju.

Źródło: Rzeczpospolita