Już wkrótce każde jajo w Polsce będzie oznakowane

W nadchodzącym tygodniu Rada Unii Europejskiej przyjmie dyrektywę nakazująca oznakowanie specjalną pieczątką pochodzenia każdego jaja. Gdy zacznie obowiązywać w Polsce, przeszło 700 tysięcy rolników będzie musiało wykonać ponad 9 miliardów pieczątek rocznie.

Skala operacji wystraszyła Ministerstwo Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej. Wiceminister Jerzy Plewa rozpoczął w Brukseli negocjacje, których celem jest odłożenie na możliwie długo początek obowiązywania nowych wymogów. Nasz negocjator odniósł już pierwszy sukces: jaja trzeba będzie w Polsce stemplować najwcześniej 1 lipca 2005 roku. Rozmowy trwają nadal. – Naciskamy rząd, aby wywalczył przynajmniej 5-letni okres przejściowy – mówi Jerzy Lesukiewicz z Polskiego Związku Zrzeszeń Hodowców i Producentów Drobiu.

Jego zdaniem nowy wymóg oznacza, że większość hodowców kur może zostać zmuszona do zaprzestania sprzedaży na rynek. – Średni koszt maszyny do stemplowania to 4,5 tysiąca euro (21 tysięcy złotych). Taka inwestycja nie opłaca się właścicielom gospodarstw mającym mniej niż 10 tysięcy kur niosek – twierdzi. Chyba że cena dostaw jaj skoczy z około 35 groszy do blisko 50. Tego jednak mogą nie zaakceptować klienci.

Rozbita skorupka

Wymagane przez Brukselę stemple mają być wykonane ze specjalnego tuszu, który nie będzie przenikał przez skorupkę. W ten sposób zawartość jaja nie zostanie skażona. Stempel ma pokazywać numer statystyczny gospodarstwa, z którego pochodzi jajo. Do tego potrzebny jest rejestr, którego budowy w Polsce nawet nie rozpoczęto. Jego skala będzie porównywalna do systemu kontroli produkcji żywności IACS, z którym polskie władze nie mogą się uporać od ponad 3 lat.

Do niedawna wydawało się, że nowe wymogi obejmą wyłącznie gospodarstwa, w których hoduje się więcej niż 300 kur niosek. Ostatecznie jednak kraje „15” chcą zobowiązać wszystkich hodowców kur do stemplowania jaj. Taki obowiązek będzie miał nawet rolnik, który sprzedaje jaja bezpośrednio na rynek.

Stemplowanie ma ułatwić ustalenie źródła ewentualnego zatrucia i zapobiec dalszej sprzedaży skażonych jaj. Bruksela dmucha na zimne. Choć do tej pory z powodu sprzedaży jaj nie wybuchła porównywalna epidemia do BSE, Unia chce na wszelki wypadek mieć środki do walki z taką epidemią. Gdy pojawił się problem skażonego mięsa wołowego, długo nie można było ustalić, skąd pochodzą „szalone krowy”.

 – To jest kompletna bzdura. Przecież przed zjedzeniem jaj rozbija się skorupkę. Stempel nie będzie więc czytelny – oburza się Jerzy Lesukiewicz. Urzędnicy Komisji Europejskiej są jednak przeciwnego zdania. Uważają, że klienci przeważnie kupują więcej niż jedno jajo. Ustalić pochodzenie gospodarstwa można więc na podstawie pozostałych stempli. – W skrajnym przypadku można złożyć skorupkę – twierdzą nasi brukselscy rozmówcy.

Prześwietlenie wsi

Do tej pory w Polsce jaja są stemplowane tylko w nielicznych, największych fermach. Tego wymagają niektóre duże zakłady przetwórcze. W większości krajów „15” wdrożenie nowych wymogów będzie łatwiejsze, bo produkcja jest o wiele bardziej skoncentrowana. Raczej nie ma tam gospodarstw, w których hoduje się po kilka kur.

Francuscy producenci twierdzą co prawda, że ministerstwo rolnictwa nie ma możliwości weryfikacji przestrzegania tego przepisu „w terenie”. Krajowy Związek Zawodowy Producentów Jajek (SNIPO) uważa jednak, że znaczenie jajek potrójnym kodem (kraj pochodzenia; rodzaj hodowli – zamknięta, otwarta; sposób karmienia) nie powinno być uciążliwe, o ile nie będzie trzeba dodawać kolejnych danych, np. numeru każdej z hal hodowli. W przeciwnym razie zabraknie miejsca na skorupce. Jeśli zostanie się przy skromniejszym kodzie – we Francji nie będzie z tym problemów. Właściciele ferm dostarczają już od dawna swe produkty wspólnie (po kilku) do punktów skupu, by nie wyposażać się samodzielnie w maszyny do stemplowania jajek. Polecają takie rozwiązanie i polskim hodowcom drobiu.

Źródło: Rzeczpospolita