W tym roku Komisja Europejska surowiej oceni Polskę

Komisja Europejska skrytykuje Polskę za opóźnienia w przygotowaniach w ostatnim najpewniej już raporcie przed naszym wejściem do UE. Na wytykanie błędów zasłużyliśmy, ale tym razem będzie ono szczególnie ostre – jako element presji na Polskę podczas walki o kształt konstytucji Unii

O treści raportu, który ma być ujawniony ogłoszony 5 listopada, opowiedziały nam źródła w Warszawie i Brukseli. Polska sama dostarczyła Brukseli wielu argumentów choć już po zaangażowaniu w wojnę w Iraku była uprzedzana, że nie może liczyć u większości państw Unii na taryfę ulgową. Potem doszedł spór o zachwowanie w przyszłej konstytucji UE zapisów nicejskich stawiających Polskę wśród głównych rozgrywających.

Nikt tego oficjalnie nie potwierdzi, ale tę krytykę traktuje się w Brukseli jako element presji na Warszawę. – Konkluzje raportu będą dużo gorsze niż byłyby, gdybyśmy nie zaangażowali się w obronę Nicei – powiedział nam jeden z wyższych rangą urzędników UKIE.

Czy jest związek między sporem konstytucją, raportem o Polsce i ratyfikacją traktatu rozszerzeniowego przez państwa członkowskie? Kilka tygodni temu minister ds. europejskich Danuta Hübner odpowiedziała nam na to pytanie twierdząco . Na szczęście – jak przyznają eksperci – negatywny ton raportu nie zatrzyma Polski na drodze do UE (mamy wejść 1 maja 2004 r.). Noże jednak przedłużyć i utrudnić ratyfikację traktatu akcesyjnego w niektórych krajach – np. w Belgii, Francji czy Holandii.

Co zatem znajdzie się w raporcie? Według naszych informatorów, Komisja skrytykuje nas za przygotowania w: rolnictwie – wiadomo, że jeśli 1 maja 2004 r. nie będzie w pełni działał system zarządzania i kontroli IACS to rolnicy nie dostaną pieniędzy z Brukseli. Niestety wiele wskazuje na to, że z IACS-em nie zdążymy; rybołówstwie – nie mamy ustawy o organizacji rynku rybnego; polityce socjalnej – w polskim kodeksie pracy nie ma zakazu dyskryminacji); polityce audiowizualnej – brak ustawy o RTV. Komisja wytknie też korupcję, słabość administracji (od 1 stycznia nie wystartują na szerszą skalę, choć teoretycznie by mogły, projekty realizowane z funduszy strukturalnych). O opóźnieniach w dostosowywaniu się do wejścia do Unii mówili ostatnio otwarcie polscy ministrowie, w tym szefowa UKIE Danuta H(bner i minister rolnictwa Wojciech Olejniczak.

Jak powiedział wczoraj „Gazecie” rzecznik Komisji Reijo Kemppinen, 20 komisarzy „pochyli się nad dokumentem przygotowanym przez dyrekcję komisarza Güntera Verheugena dopiero 5 listopada, tego też dnia go przyjmie i ogłosi”. Dotąd przyjęcie takiego raportu poprzedzała dyskusja w Komisji co najmniej kilka tygodni przed jego przyjęciem. Tym razem wszystko ma się odbyć w ekspresowym tempie. Dlaczego?

Wiele wskazuje na to, że Komisja chce jak najdłużej utrzymać w tajemnicy krytyczny ton raportu. Z informacji „Gazety” wynika, że Polska zostanie zganiona mocno. Dla ekspertów krytyka ta nie będzie zresztą zaskoczeniem. Komisja powie, że opóźnienia w tworzeniu zintegrowanego systemu zarządzania i kontroli IACS zagrażają naszemu uczestnictwu we Wspólnej Polityce Rolnej. Ten poślizg uderzy w polskich rolników – w ostateczności mogą po prostu nie dostać płatności bezpośrednich.

Najpoważniejsze po rolnictwie zarzuty będą dotyczyły rybołówstwa (Komisja wytknie nam m.in. brak ustawy o organizacji rynku rybnego). W raporcie Bruksela zwróci też uwagę na to, że Polska opóźnia przejście na nowy system tzw. oceny zgodności i dopuszczania towarów do rynku, co pośrednio uderza w polskich producentów, bo bez unijnych certyfikatów nie będą one trafiać na europejski rynek.

Komisja odnotuje też brak dostosowania polskiego prawa o radiu i telewizji do przepisów unijnych oraz polityki socjalnej (w polskim kodeksie pracy nie wpisano zakazu dyskryminacji). Mniej ostra krytyka ma dotyczyć słabości nadzoru nad rynkiem papierów wartościowych.

Komisja Europejska tak jak w zeszłym roku wytknie nam niepokojący poziom korupcji w Polsce i słabość sądownictwa oraz administracji. Bez odpowiedniego ich przygotowania nikt nie zagwarantuje przestrzegania prawa europejskiego w Polsce.

Na ile Polska powinna się obawiać unijnej krytyki? Raport 2003 nie ma już tak wielkiego znaczenia jak raport z 2002 roku, który mówił o gotowości Polski do wejścia do Unii, ale może wydłużyć i skomplikować proces ratyfikacji. Np. w Holandii debata ratyfikacyjna zapowiedziana jest na listopad i będzie zapewne bardzo gorąca, choć odrzucenie traktatu jest mało prawdopodobne.

W zeszłym roku wielu holenderskich deputowanych mówiło bez ogródek, że Polska nie jest gotowa do członkostwa w UE, a pozytywną ocenę w raporcie i na szczycie w Brukseli jesienią 2002 dostała tylko dzięki „wizjonerskiej” polityce Komisji Europejskiej i kilku stolic krajów UE. Potwierdził to (nie wymieniając nazwy kraju) kilka tygodni temu szef fińskiej dyplomacji Erkki Tuomioja.

Ponieważ rozszerzenie Unii o Polskę jest już przesądzone, jedynym biczem na spóźniające się w przygotowaniach i zarazem niepokorne w sprawie konstytucji kraje są klauzule ochronne, czyli instrumenty wyłączające nowe państwo członkowskie z obszarów współpracy. Już w październiku 2002 roku Holendrzy grozili tymi w rzeczywistości politycznymi sankcjami za opóźnienia. Np. gdybyśmy na czas nie wdrożyli prawa dotyczącego weterynarii, UE zamknęłaby na jakiś czas swój rynek przed żywnością z Polski.

Nasze źródła w Warszawie i Brukseli mówią, że w raporcie nie pojawią się jednak wnioski o wprowadzenie klauzul ochronnych. Może on jednak zawierać zapowiedzi odwołania się do klauzul w przyszłości.

Źródło: Gazeta Wyborcza