Żniwa 2003 – brak sznurka i konserw zastąpił brak pieniędzy

Kilkanaście procent mniej – zdaniem optymistów – będzie w tym roku ziarna. Pesymiści uważają, że to zbyt ostrożna prognoza.

W tegoroczne żniwa rolnicy zbiorą zboża z około 8,3 mln ha. Z powodu suszy ziarna w tym roku będzie mniej niż w ubiegłym – według optymistów o kilkanaście procent, pesymiści twierdzą, że spadek będzie większy. Jak co roku tak i w tym żniwa są najgorętszym okresem na wsi. Wraz z centralnym planowaniem zniknęła wprawdzie sprawa sznurka do snopowiązałek, ale rynek ujawnia nowe, równie kłopotliwe problemy odnoszące się nie tylko do żniw.

Największe natężenie prac przy zbiorze zbóż od wieków przypadało na sierpień, który od pierwszego żniwnego narzędzia (sierp) wziął też swoją nazwę. O ile sierp był jeszcze narzędziem względnie bezpiecznym, o tyle już przy kosie pojawiła się kwestia opieki nad dziećmi, które nieopatrznie mogły wejść pod groźne ostrze. Kiedy natomiast przy zbiorze zbóż zaczęły brać udział najpierw konne, a potem ciągnikowe kosiarki, zagrożenie dla dzieci wzrosło jeszcze bardziej. GUS nie podaje liczby wypadków, do jakich dochodziło podczas żniw.

Kosiarki zostały z czasem wyparte z pól przez snopowiązałki, które jednak wymyślił chyba jakiś wróg socjalizmu. Otóż piętą achillesową tych maszyn stał się sznurek, którego gminne spółdzielnie nigdy nie mogły zgromadzić tyle, ile trzeba.

Mechanizacja zbioru zbóż zaczęła się w Polsce na dobre dopiero w końcu lat 60. i w latach 70., kiedy to na naszych polach pojawiły się pierwsze kombajny. Najpierw zawodne vistule, które jednak dość szybko zostały zastąpione przez bardziej wydajne bizony. Bolesną kwestię sznurka definitywnie wyparł wówczas równie dokuczliwy problem części zamiennych. Okazało się, że w gospodarce nakazowo-rozdzielczej w żaden rozsądny sposób rozwiązać się go nie da. Bo przecież sposób, który doradzał prof. Andrzej Stelmachowski: by sprzedawca zamawiał w składnicy takie części, jakich mu brakuje, był nie do przyjęcia, ponieważ dezawuował słuszność idei planowania.

Notorycznym obrazkiem żniwnych zmagań stały się w tej sytuacji stojące w polu maszyny, wokół których kręcili się podenerwowani ludzie.

Zresztą nawet i ze sprawnych bizonów korzyści bywały iluzoryczne. Wprawdzie odpadała potrzeba machania kosą, wiązania snopków, zwożenia ich do stodół, a potem młócenia, ale zebrane ziarno było teraz często wilgotne, a suszyć go nie było gdzie, no i pozostawał problem słomy. Z pozostawionymi przez kombajn jej zwałami naprawdę nie wiadomo było co robić. Więc niejeden rolnik bawił się w Herostratesa i rozświetlał noce łuną pożaru albo dniem ograniczał widoczność na drogach kłębami gryzącego dymu.

Piwo tylko po 13.00

Żniwa przypadają akurat na najgorętszy okres w roku, więc żniwiarzom pić się chce, nie mówiąc już o tym, że przy tak ciężkiej pracy także zjeść trzeba i lepiej, i więcej. W czasach Gomułki i Gierka prasa donosiła, ile to w magazynach GS zgromadzono butelek z wodą mineralną, ile rolnicy będą mogli kupić kiełbasy zwyczajnej i pasztetów, a także żniwnego przeboju gastronomicznego- konserwy turystycznej. W czasie żniw zapowiedzi te nieraz trzeba było in minus korygować, ale ludzie starali się to zrozumieć: przecież jakby rząd miał, to by dał. Nie pochwalali natomiast chłopi zakazu sprzedaży piwa przed godziną 13.00. Nader często na godzinę przedtem ustawiały się przed sklepami fury ze snopkami, rolnik czekał, by mógł nabyć trefny napój.

UB przesypuje ziarno

Po skończonych żniwach część zboża trzeba było sprzedać, ale na ogół nie było z tym większego kłopotu. Ziarno można było odwieźć do pobliskiego GS czy do dalszego elewatora. Bywało, że składowano je także na barkach czy wprost pod gołym niebem. Jeden z prezesów spółdzielni, któremu przechowywane w ten sposób ziarno doszczętnie zamokło, złożył na siebie anonimowo donos do UB, że ukrywa w zbożu wraże ulotki. Stróże porządku przesypali pryzmę kilka razy i ulotek nie znaleźli, ale ziarno dosuszyli.

Zboże nie musiało, jak teraz, spełniać ostrych norm jakościowych, a i jego ceny były – jak na dzisiejsze czasy – wręcz nieprawdopodobne. W 1967 roku, kiedy średnia płaca miesięczna w gospodarce była mniej więcej taka jak teraz (2 233 zł), za tonę pszenicy odstawionej w ramach obowiązkowych dostaw rolnik otrzymywał 2 310 zł, za pozostałą pszenicę 3 890 zł za tonę (8 razy więcej niż teraz). Dziś te relacje są nie do odtworzenia.

Żniwa w pierwszym okresie socjalizmu (prawie do końca lat 60.) opierały się na pracy ludzi i koni. Ale koni było wówczas w Polsce 6 – 7 razy więcej niż teraz, natomiast ludzi zatrudnionych w rolnictwie dwa razy więcej.

Rolnik uzbrojony

W tym roku, jak szacuje dr Michał Kisiel z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, do zbioru jest około 2,5 mln ha pszenicy, 1590 tys. ha żyta, około 1,1 mln ha jęczmienia, 550 tys. ha owsa, 895 tys. ha pszenżyta oraz około 350 tys. ha kukurydzy. W sumie powierzchnia uprawy zbóż jest w tym roku o około 1 proc. większa niż przed rokiem. Ale zbiory będą mniejsze. Nawet kiedy jeszcze nie wystąpiła klęska suszy, eksperci z IERiGŻ szacowali, że będą one o 1,3 mln ton mniejsze niż przed rokiem, kiedy to zebrano 26 838 tys. ton zbóż. Teraz tę prognozę trzeba mocno obniżyć. Spadek zbiorów wyniesie, być może, nawet 3-4 mln ton.

Do żniwnej batalii polscy rolnicy wychodzą obecnie bez porównania lepiej przygotowani niż kiedyś. Mają 123 tys. kombajnów do zbioru zbóż, 521,4 tys. kosiarek, 95,6 tys. przyczep zbierających oraz 147 tys. pras do prasowania słomy. Ponadto mają 1364,6 ciągników, 144,5 tys. samochodów ciężarowych i 726,4 tys. przyczep.

Rolnicy nie muszą szukać sznurka do snopowiązałek i części zamiennych, to sprzedawcy tych „cymesów” szukają teraz rolników. W każdym wiejskim sklepie pod dostatkiem jest wędlin i napojów, o dowolnej porze można kupić piwo.

Gospodarkę chronicznych niedoborów zastąpiła gospodarka nadmiaru. Najważniejsze teraz to mieć pieniądze. Niestety, z tym jest na wsi nie najlepiej.

Poza tym zmieniło się niewiele. Właśnie z braku pieniędzy wiejskie dzieci nie wyjeżdżają na wakacje, po staremu pasą wtedy krowy albo pomagają w pracach polowych, narażając swoje kończyny na skrócenie. Ale i krów, i dzieci też jest na wsi coraz mniej.

Źródło: Rzeczpospolita