Rolnictwo oporne na zmiany

Rolnictwo jest dziedziną gospodarki, która jest najbardziej oporna na zmiany. Nie występują w nim charakterystyczne dla okresu transformacji korzystne zjawiska, jak zwiększenie produkcji i wydajności – czytamy w najnowszym raporcie Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju.

Spośród krajów przebudowujących swoje gospodarki właściwie tylko Słowenia zdołała powrócić w produkcji rolnej do poziomu sprzed transformacji. W przypadku Polski – zdaniem autorów raportu – konieczny jest silny impuls, inaczej nasze rolnictwo pozostanie tak zacofane, jak to jest obecnie. Największym kłopotem w Polsce jest to, że właściwie nikt tak naprawdę nie wie, jak reformy na wsi powinny wyglądać. Gospodarstwa rolne nadal korzystają ze znacznej pomocy państwa. W niektórych przypadkach pomoc w takiej formie jest zupełnie nieuzasadniona – czytamy w raporcie. Jako kuriozum EBOR podaje, że polscy rolnicy płacą tylko 10 procent stawki obowiązującej mieszkańców miast.

Mali i mało wydajni

Autorzy wskazują, że na polskiej wsi nadal są ponad 2 miliony małych gospodarstw o powierzchni średnio nie przekraczającej 8 hektarów. Jeśli taki stan się utrwali, gospodarstwa te nie mają szans uzyskania pożądanej rentowności. Polskie rolnictwo wypracowuje dzisiaj 3,7 proc. PKB, zatrudniając 19 proc. całej siły roboczej. Najbardziej przykre stwierdzenie w tej części raportu brzmi: „wydajność polskiego gospodarstwa rolnego wynosi jedynie 13 proc. średniej unijnej”.

Autorzy zauważają, że nie jest to jedynie problem Polski, lecz także pozostałych krajów przekształcających swoje gospodarki. Rolnictwo dawało i nadal daje zatrudnienie ludziom, którzy stracili pracę w miastach. Wielu z nich przenosi się na wieś, utrwalając tylko ten niekorzystny obraz.

Polski elektorat jest generalnie przeciwny reformie wsi – stwierdza EBOR. Tyle że – przyznają autorzy – reformy na polskiej wsi miały już miejsce na samym początku transformacji. Wskazują przy tym na korzyści, jakie przyniesie polskiej wsi członkostwo w Unii Europejskiej, które da bardzo cenną rzecz: rolnik będzie wiedział, czego może oczekiwać. A oczekiwać może między innymi wzrostu eksportu towarów rolnych do krajów UE, tyle że nie będą to towary wysoko przetworzone, które już stały się eksportową specjalizacją producentów unijnych na nasze rynki.

Polscy producenci stale się uczą – czytamy – mają coraz lepszy marketing na unijnych rynkach, czyli w dziedzinie, w której do niedawna z kretesem przegrywali. Pojawienie się w Polsce sieci zagranicznych supermarketów i trudne z nimi negocjacje są także doskonałym przygotowaniem do ataku na zachodnie rynki. Zresztą, niektóre sieci, między innymi Metro AG oraz Tesco, w swej europejskiej ofercie mają również polską żywność.

Co da członkostwo

Członkostwo w UE przyniesie także wzrost cen towarów rolnych, co będzie motywacją do zwiększenia produkcji i eksportu. Zdrożeje zwłaszcza wołowina, a także mleko i cukier. Ich zdaniem, wśród polskich rolników zmniejszy się również chęć do poszukiwania innych niż unijny rynków. Zdaniem EBOR, gdyby kraje kandydackie uzyskały wcześniej proponowany poziom bezpośrednich dopłat w wysokości 25 proc. tego, co otrzymują unijni rolnicy, zachęta do zwiększenia produkcji byłaby praktycznie niezauważalna. Skoro pieniędzy będzie więcej – zaznacza EBOR – byłoby wskazane takie przekierowanie strumienia środków płynących na wieś, żeby trafiały one raczej na rozwój terenów wiejskich, a nie na bezpośrednie dopłaty do produkcji.

Źródło: Rzeczpospolita