Nie lękajcie się. Wszyscy

Co słowa Jana Pawła II robią w dzienniku, którego domeną są skomplikowane problemy polskiej gospodarki? Co do tej wizyty ma w ogóle rodzimy biznes? Wbrew pozorom, pielgrzymka papieża do kraju, naznaczona słowami o potrzebie wzajemnego wspierania się i wspomagania najbardziej potrzebujących, ma wiele wspólnego z tym, czego oczekują po Polsce zarówno przedsiębiorcy, jak i pracownicy. Jan Paweł II przybył do kraju w ciężkim dla niego momencie. Już nawet nie chodzi o – wspominany wielokrotnie przez publicystów – kryzys wartości duchowych w narodzie, ale kryzys, który bezpośrednio uderza w sytuację materialną zarówno pracowników tracących pracę, jak i w ich pracodawców.

Kłopoty, które – jak chyba nigdy dotąd – coraz silniej na siebie się nakładają, tworzą napięcie, które wcześniej czy później musi się jakoś rozładować. Gdyby nie wizyta papieża, niewielu postawiłoby chyba na to, że narastające ciśnienie znajdzie ujście w sposób pokojowy. O wiele bardziej prawdopodobny byłby scenariusz znany już ze szczecińskiej Odry. I nagle pojawia się człowiek, którego autorytetu nie śmią kwestionować nawet najwięksi jego oponenci, i przemawia, i skutecznie koi złe nastroje. Osoba papieża, żadna osoba, nie jest w stanie zapobiec dekoniunkturze i jej skutkom. Jest jednak w stanie – i to uczyniła – złagodzić niebezpieczne postawy ekstremalne u tych, którzy najwięcej na recesji stracili.

Zażegnania kryzysu wymodlić się nie da. Można je natomiast wypracować, ale do tego potrzeba spokoju. Ten spokój przywiózł ze sobą Jan Paweł II. Od wszystkich, tak od pracowników, jak i ich pracodawców, zależy, czy to, co po pielgrzymce w Polsce pozostało, zostanie zmarnowane, czy obrócone na korzyść.

Źródło: Puls Biznesu