Norweska salomonella
To kłamstwo - tak branża mięsna zareagowała na zarzuty norweskiej firmy, która twierdzi, że kupiła w Polsce mięso zatrute salomonellą. Polskie mięso było i jest zdrowe - zapewnia ministerstwo rolnictwa, które nie wierzy w winę naszych producentów. Wiele wskazuje na to, że mięso zostało zakażone już w Norwegii.
W całej sprawie jedno jest pewne. Norweskie służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo żywności w dużej partii produktów mięsnych znalazły bakterie salomonelli. Konsumenci zaczęli masowo zwracać towar do sklepów.
Ale na tym pewne informacje się kończą. Nikt nie zna odpowiedzi na jedno podstawowe pytanie: dlaczego norweska firma o salmonelli powiadomiła dopiero w kilka miesięcy po tym jak kupiła towar w Polsce.
- Przecież norweskie służby weterynaryjne badały to mięso na obecność salmonelli i dopuszczono je - twierdzi Lech Różański - wiceminister rolnictwa.
Na niekorzyść norweskiego importera przemawiają właśnie dokumenty. Mięso było sprawdzane zarówno przez polskie jak i norweskie służby weterynaryjne, które nic nie znalazły.
- Polski zakład tutaj nie zawinił. Badania wskazywały na to, że mięso jest zdrowe - mówi Witold Choiński ze Związku Polskie Mięso.
Zdaniem skupiającego największe firmy mięsne w kraju Związku Polskie Mięso możliwe jest inne wytłumaczenie całej sprawy. Otóż norweska firm wciąż nie zapłaciła za część kupionego towaru. W ostatnim czasie próbowała uzyskać od polskiego producenta spore rabaty. Gdy im odmówiono okazało się, że w mięsie jest salmonella. Ministerstwo rolnictwa chciałoby sprawę wyjaśnić, ale problem polega na tym, że norweski rząd do tej pory nie zgłosił żadnych nieprawidłowości przy imporcie polskie mięsa.
W całej sprawie jedno jest pewne. Norweskie służby odpowiedzialne za bezpieczeństwo żywności w dużej partii produktów mięsnych znalazły bakterie salomonelli. Konsumenci zaczęli masowo zwracać towar do sklepów.
Ale na tym pewne informacje się kończą. Nikt nie zna odpowiedzi na jedno podstawowe pytanie: dlaczego norweska firma o salmonelli powiadomiła dopiero w kilka miesięcy po tym jak kupiła towar w Polsce.
- Przecież norweskie służby weterynaryjne badały to mięso na obecność salmonelli i dopuszczono je - twierdzi Lech Różański - wiceminister rolnictwa.
Na niekorzyść norweskiego importera przemawiają właśnie dokumenty. Mięso było sprawdzane zarówno przez polskie jak i norweskie służby weterynaryjne, które nic nie znalazły.
- Polski zakład tutaj nie zawinił. Badania wskazywały na to, że mięso jest zdrowe - mówi Witold Choiński ze Związku Polskie Mięso.
Zdaniem skupiającego największe firmy mięsne w kraju Związku Polskie Mięso możliwe jest inne wytłumaczenie całej sprawy. Otóż norweska firm wciąż nie zapłaciła za część kupionego towaru. W ostatnim czasie próbowała uzyskać od polskiego producenta spore rabaty. Gdy im odmówiono okazało się, że w mięsie jest salmonella. Ministerstwo rolnictwa chciałoby sprawę wyjaśnić, ale problem polega na tym, że norweski rząd do tej pory nie zgłosił żadnych nieprawidłowości przy imporcie polskie mięsa.
Źródło: Agrobiznes, TVP1
