Ceny zbóż, notowania, aktualności

Import śruty sojowej do Polski jest konieczny

Import śruty sojowej do Polski jest konieczny

ziarna soi
123RF Zdjęcie Seryjne

Podstawowym składnikiem białka w paszach jest importowana śruta sojowa. Polska od kilku lat sprowadza jej ok. 1,8-1,9 mln ton rocznie. Ok. 60 proc. wykorzystywane jest do produkcji pasz dla drobiu, 20 proc. - dla trzody, a 10 proc. - dla bydła.

Problem polega na tym, że śruta sojowa, która kupujemy głównie w Argentynie, jest genetycznie modyfikowana. Zgodnie z polskimi przepisami do żywienia zwierząt nie można wykorzystywać surowców GMO, lecz w praktyce obowiązuje na ten zakaz moratorium (do 1 stycznia 2017 r.). Okazało się bowiem, że bez soi upadnie hodowla drobiu i trzody.

Rząd miał znaleźć alternatywne surowce, które mogłyby zastąpić śrutę sojową GMO. Powstał rządowy wieloletni program na lata 2011-2015 pod nazwą "Ulepszanie krajowych źródeł białka roślinnego, ich produkcji, systemu obrotu i wykorzystania w paszach", który zakładał m.in. opracowanie nowych, bardziej wydajnych odmian roślin białkowych. Zaczęto także dopłacać rolnikom do produkcji roślin strączkowych i motylkowych, by ich zachęcić do zwiększenia produkcji. Okazało się jednak, że w krótkim czasie trudno jest znacząco zwiększyć w kraju uprawy roślin wysokobiałkowych. Nie wypalił także pomysł sprowadzania soi bez GMO z Ukrainy. Nadal nie można było zatem zrezygnować z importu soi.

Jak poinformowała na czwartkowej konferencji Olga Michalik-Rutkowska z Departamentu Bezpieczeństwa Żywności i Weterynarii resortu rolnictwa, ministerstwo nadal poszukuje możliwości zastąpienia soi m.in. poprzez większe wykorzystanie śrut: słonecznikowej i rzepakowej. Rządowy program przedłużony zostanie na kolejne lata (2016-2020), będą dopłaty do upraw strączkowych i motylkowych. Podejmowane są starania pozyskania soi bez modyfikacji genetycznych. Instytuty badawcze pracują nad unowocześnieniem technologii uprawy soi.

Na pytanie przedstawiciela Krajowej Rady Drobiarskiej, co resort zrobi, gdy zacznie obowiązywać zakaz stosowania pasz GMO, Michalik-Rutkowska odpowiedziała, że "nie wiadomo, czy ten zakaz wejdzie w życie, to będzie zależało od polityków".

W opinii Wiesława Dzwonkowskiego z Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej, do 2017 r. nie da się zastąpić śruty sojowej innym białkiem pochodzenia roślinnego, chociażby dlatego, że produkcja zwierzęca, w tym drobiu, będzie rosła. W Polsce i tak zużycie pasz przemysłowych jest relatywnie niskie w porównaniu np. z Francją czy Niemcami.

Zauważył, że uprawa roślin strączkowych i motylkowych jest nieopłacalna. Są one ponadto droższe od innych komponentów białkowych i przemysł paszowy nie jest zainteresowany wykorzystywaniem ich do produkcji.

Dyrektor spółki paszowej De Heus Witold Obidziński uważa natomiast, że śrutę sojową w znacznym stopniu można zastąpić krajową śrutą rzepakową. Jak mówił, nie da się zupełnie wyeliminować pasz z soją, ale "obie śruty wzajemnie się uzupełniają jeżeli chodzi o aminokwasy". Najbardziej przydatna jest śruta rzepakowa w karmieniu bydła, najmniej - drobiu.

Obidziński tłumaczył, że przemysł unika komponentów rzepakowych, gdyż rolnicy nie chcą kupować takich pasz, co - jak mówił - nie ma żadnego racjonalnego uzasadnienia. Gdyby jednak udało się przekonać hodowców, to można by zużywać w kraju nawet 2,5 mln ton śruty rzepakowej i makuch (obecnie zużywa się ok. 700-8000 tys. ton), co oznaczałoby zmniejszenie importu soi o połowę - do ok. 800 tys. ton.

Dyrektor Polskiego Stowarzyszenia Producentów Oleju Lech Kempczyński potwierdził, że przemysł paszowy wykorzystuje tylko połowę produkowanej śruty, reszta jest sprzedawana m.in. do Niemiec i Hiszpanii. Zapewnił, że są możliwości zwiększania produkcji. Śruta i makuchy powstają w procesie produkcji olejów. Z kolei oleje rafinowane są produktem spożywczym, a pozostała ich część przeznaczona jest do produkcji biopaliw.

Kempczyński zaznaczył, że w Polsce w ostatnich latach znacznie wzrosła produkcja rzepaku, także w tym roku zapowiadają się dobre zbiory. W 2012 r. zebrano 2,6 mln ton tej uprawy. W jego ocenie potencjalne możliwości produkcyjne Polski wynoszą 3,2-3,5 mln ton. Podkreślił, że propozycje zastąpienia soi GMO niemodyfikowaną - to mrzonka, gdyż takiej soi jest na świecie i w Europie niewiele. Soję uprawia się na naszym kontynencie od 160 lat i do tej pory uprawa nie przyjęła się na większa skalę, w przeciwieństwie do uprawy rzepaku.

Źródło: Portal Spożywczy za: PAP

Powrót do aktualności