Ceny zbóż, notowania, aktualności

Powinniśmy hodować więcej bydła

Powinniśmy hodować więcej bydła
W ubiegłym roku nastąpił wyraźny wzrost cen skupu żywca wołowego, a pogłowie bydła nadal spada. Jaka jest przyczyna niechęci polskich rolników do chowu bydła?

Henryk Jasiorowski: Podobno pogłowie już nie spada Wzrost cen skupu był istotnie znaczący, ale produkcja wysokiej jakości wołowiny nadal jest mało opłacalna. Koszty są wysokie, jako że od krów ras mięsnych rolnik nie uzyskuje mleka na sprzedaż, bo zużywa je do odchowu cieląt W Polsce pogłowie krów ras mięsnych nie przekracza 10 tys. sztuk. Dlatego głównym źródłem dobrej jakości mięsa wołowego jest krzyżowanie ras mięsnych z rasami mlecznymi. Niestety, prawie wszystkie nasze cielęta idą na eksport. Jeśli rocznie pozyskuje się około 2,5 min cieląt w tym 1,2 min byczków, a w ubiegłym roku wyeksportowano prawie 1 min sztuk, oznacza to, że prawie wszystkie byczki sprzedano zagranicę. Chodzi o zwierzęta ważące 60—80 kg. Pojechały głównie do Włoch, gdzie są hodowane do wyższych wag. Była niedawno w Polsce delegacja z Izraela, gdzie jest duży popyt na cielęta karmione samym mlekiem. Oni importują je z Holandii. Ze zdumieniem dowiedzieli się, że te cielęta pochodzą z Polski. — Dlaczego nie tuczycie ich sami? — pytali.

No właśnie, dlaczego?

Bo cena skupu cieląt jest dla rolników na tyle atrakcyjna, że hodowanie bydła do wyższych wag się nie opłaca.

Zdaniem dietetyków wołowina jest bardziej wartościowa niż wieprzowina.

A czy widział pan gdzieś promocję mięsa wołowego? Wysokiej jakości wołowina nie może być tania. Dlatego trzeba też pomyśleć o wzroście dochodów.

Pogłowie bydła w Polsce wynosi około 5,2 min sztuk. Jakie powinno być i w jakim czasie można by to osiągnąć?

Powinno być mniej więcej takie jak w okresie przed transformacją: 11 min sztuk. Takie pogłowie zalecają także specjaliści od nawożenia Ich zdaniem ubogie w próchnicę polskie gleby potrzebują obornika od takiej właśnie ilości bydła Będzie to wymagało trochę czasu, ale wystarczyłoby wstrzymać eksport cieląt, które zamiast po 2—3 tygodniach sprzedawałoby się po półtora roku, przy tym najlepiej w postaci tusz. Postępując tak, w ciągu dwóch lat można mieć znaczący wzrost pogłowia Zmniejszyłoby się bezrobocie na wsi, wykorzystano by potencjał naszych łąk i pastwisk, wzrosłyby dochody rolników.

Czy byłby zbyt na zwiększoną produkcję wołowiny?

Rezerwy tkwią nie tylko w rynku wewnętrznym, gdzie spożycie mięsa wołowego powinno wzrosnąć do co najmniej 10 kg, ale i w Unii Europejskiej, która przestała być samowystarczalna i już importuje wołowinę z Brazylii. A przecież w zaopatrzeniu rynku europejskiego Polska ma pierwszeństwo.

Jeśli nie zmieni się wspólna polityka rolna Unii...

I na tym opieram swój optymizm. Bo wierzę w rozsądek ludzi decydujących o polityce rolnej Unii Europejskiej i nie wyobrażam sobie, że zrezygnuje ona ze wsparcia dla rolnictwa.

Źródło: Rzeczpospolita

Powrót do aktualności