MRiRW
Cotygodniowe informacje
24 maja 2012:
Kursy walut
- USD
- 3,4779
- Euro
- 4,3665
Kurs średni NBP z dnia
24 maja 2012
6 listopada 2003
Ministerstwo Ochrony Środowiska nie ogranicza importu śruty
inister środowiska zaprzecza informacjom "Gazety" o kłopotach z importem śrut. Mimo to zapewnia, że wkrótce wyda odpowiednie rozporządzenie, które sprawi, że kłopotów nie będzie.W poniedziałek napisaliśmy, że na skutek błędnej decyzji ministra środowiska do kraju nie można sprowadzić śruty sojowej i słonecznikowej, które są niezbędne do produkcji pasz dla zwierząt. Zostały bowiem zaliczone do odpadów poekstrakcyjnych, a jako takie wymagają specjalnych zezwoleń. Mimo protestów importerów, producentów pasz i ministra rolnictwa resort środowiska uparł się, że śruta to odpad, więc wymaga specjalnego traktowania. Skutek jest taki, że jej cena w kraju idzie w górę.
W środę minister środowiska Czesław Śleziak powiedział dziennikarzom, że nie ma żadnych przepisów ograniczających import śruty paszowej do Polski. Jednocześnie "stosowne rozporządzenie jest obecnie w konsultacjach wewnątrzresortowych" (cytat za PAP). Zapewnił też, że od maja tego roku do jego resortu nie wpłynęły żadne sygnały o jakichkolwiek utrudnieniach w imporcie śruty. Tymczasem "Gazeta" otrzymała informacje od ministra rolnictwa, że aż trzykrotnie listownie alarmował Śleziaka o kłopotach z importem śrut i prosił go o zmianę wydanego rozporządzenia. Jesteśmy też w posiadaniu kopii listu, który do ministra środowiska wysłała Izba Zbożowo–Paszowa w tej samej sprawie.
Wczoraj na konferencji prasowej wiceminister rolnictwa Józef Pilarczyk powiedział, że resort środowiska błędnie zinterpretował przepisy unijne i zaliczył śruty do odpadów poekstrakcynych.
Z naszych informacji wynika, że także rząd zajmował się nieszczęsnym rozporządzeniem. Sprawę śrut wywołał na posiedzeniu rządu minister rolnictwa, a zakończyło ją przyjęcie deklaracji Czesława Śleziaka, który zobowiązał się przyspieszyć prace nad zmianą rozporządzenia, a póki ono obowiązuje, szybko i bez problemów wydawać zezwolenia importerom.
Jak powiedział nam jeden z importerów, zezwolenia rzeczywiście wydawane są od ręki, choć trzeba za nie zapłacić. – To tymczasowe wyjście nie jest żadnym rozwiązaniem, bo jest niezgodne z prawem, gdyż nie przestrzegamy przepisów transportowych dotyczących odpadów, przepisów o ich wykorzystaniu, o utylizacji, nie mamy koniecznej zgody wojewody. Doszło do tego, że na to absurdalne rozporządzenie wszyscy przymykają oczy i udają, że go nie widzą – mówią importerzy.
Krystyna Naszkowska, Gazeta Wyborcza, 6 listopada 2003
