Wyśrubowane normy

Spadek plonów nawet o 1/3, a w efekcie wzrost wydatków ludności na żywność. Takie mogą być skutki wprowadzenia zmian w unijnych przepisach o środkach ochrony roślin. Ich producenci apelują do polskich władz o interwencję w Brukseli.

W Unii Europejskiej powstaje właśnie nowa dyrektywa, która ma zastąpić obecnie istniejące przepisy dotyczące środków ochrony roślin.

Jeżeli weszłaby ona w życie w proponowanym kształcie szacuje się, że z rynku zniknęłoby nawet 80 proc. pestycydów. Unijne instytucje pod wpływem organizacji ekologicznych chcą bowiem zaostrzyć dopuszczanie preparatów na rynek. Zdaniem producentów środków ochrony roślin niepotrzebnie.

Michał Fogg, Polskie Stowarzyszenie Środków Ochrony Roślin: chcemy utrzymać ocenę ryzyka i dzięki temu będzie naturalna wymiana środków ochrony roślin na coraz nowocześniejsze bez radykalnych pociągnięć.

Najnowsze badania włoskiego instytutu Nomisma, pokazują, że w najgorszym razie produkcja pszenicy i ziemniaków może spaść o 30 proc., winogron 10. To spowoduje wzrost cen tych towarów.

Co więcej zagrożone będzie bezpieczeństwo unijnych konsumentów. Wspólnota będzie zmuszona do importu brakujących produktów. Bardzo często z krajów, które nie spełniają wyśrubowanych unijnych norm używania środków ochrony roślin.

Rzepak na eksport

Najwięksi producenci rolni z południowo-zachodniej Polski spotkali się z niemieckimi producentami biodiesla i zaproponowali sprzedaż 700 tysięcy ton rzepaku fabrykom biopaliwa w Austrii i Niemczech. To dwie trzecie całej produkcji na Śląsku.

Niektórzy mieli już takie doświadczenia. Za sprzedaż rzepaku niemieckim producentom biopaliwa otrzymywali 1300 złotych za tonę.

Mariusz Olejnik, prezes Krajowego Zrzeszenia Producentów Rzepaku – „Przepisy nie były dokładne i czytelne i nie wszyscy chcieli zaryzykować i podjąć tą decyzję ze skupem rzepaku na cele energetyczne.”

Tymczasem, tuż za miedzą, w Czechach oraz na Słowacji rozwija się produkcja biopaliw z rzepaku i zbóż. Już ponad dwa procent na rynku paliw stanowią biopaliwa. Planuje się, że w ciągu pięciu lat będzie ich 10 procent. U nas nie osiągnięto nawet ustalonego przez Unię poziomu, a produkcja jest nadal nieopłacalna.

Aleksander Materla, gospodarstwo rolne w Księżym Lesie – „Patrząc na przykład na rolników na zachodzie, czy też na południu od naszego kraju, w Czechach, może uda nam się nadgonić nasze opóźnienia i stąd tutaj nasze spotkanie.”

Najwięksi producenci będą zarabiać na rzepaku w niemieckich fabrykach biodiesla. Między innymi w Wittenbergu, gdzie produkuje się już 220 tysięcy litrów biodiesla. Fabryka jest gotowa skupić cały rzepak wyprodukowany na Śląsku.

Daniel Shindleman, fabryka biodiesla w Wittenbergu – „Planujemy rozbudować naszą w fabrykę. Będziemy produkować biopaliwo w Austrii. Już możemy przerobić milion ton rzepaku. Liczymy na rzepak z Polski. Myślę, że złożyliśmy korzystną ofertę waszym rolnikom.”

Niemcy proponują opolskim producentom rzepaku nie mniej niż 1300 złotych za tonę. Jeśli cena będzie wyższa na rynku, to zapłacą więcej.

Europa lubi nasz drób

Polscy drobiarze jeszcze nigdy nie eksportowali tyle mięsa co obecnie. Susza i brak rąk do pracy mogą jednak sprawić, że polski drób nie będzie już tak atrakcyjny cenowo.

Wciągu pierwszych trzech miesięcy tego roku polskie zakłady drobiarskie sprzedały za granicę ponad 51,6 tys. ton mięsa drobiowego – wynika z danych Krajowej Rady Drobiarstwa. To o prawie 40 proc. więcej niż rok wcześniej. Niemal 95 proc. mięsa trafia do krajów Europy Zachodniej.

Zdaniem producentów tajemnica sukcesu tkwi w wysokiej jakości naszego mięsa.

Do kupowania zachęca także jego cena. Instytut Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej podaje, że w marcu tego roku mięso kurcząt sprzedawane było w Polsce w cenie 134,92 euro za 100 kilogramów. W tym samym czasie średnia cena w Unii była o prawie jedną czwartą wyższa.

 – Import mięsa z Polski jest na zachodzie Europy opłacalny nawet wówczas, gdy trafia tam ono poprzez lokalnych pośredników – mówi Mirosław Szałkowski, prezes Exdrobu. W pierwszym kwartale tego roku eksport firmy wzrósł o 31 proc. Exdrob sprzedawał najwięcej mięsa, głównie filetów z kurczaka, do Francji, Niemiec i Wielkiej Brytanii.

Kurczaki jadą na Wyspy

Wyspy Brytyjskie, między innymi dzięki emigrantom z Polski, stają się coraz większym rynkiem zbytu także dla innych firm z branży drobiarskiej.

Dzięki brytyjskim odbiorcom eksport Animeksu skoczył o 20 proc. – Dzięki tak dobrej sprzedaży za granicą w pierwszym kwartale nasze przychody wzrosły o 5 proc. – wyjaśnia Andrzej Pawelczak, rzecznik prasowy Animeksu.

 – Miesięcznie eksportujemy 130 – 140 ton mięsa, z tego do Wielkiej Brytanii około 50 ton – mówi Rajmund Paczkowski, prezes Sadrobu, który w pierwszym kwartale sprzedał za granicę o jedną piątą więcej mięsa niż rok wcześniej.

Susza zmniejszy zyski

Leszek Kawski, dyrektor generalny Krajowej Rady Drobiarstwa, wyjaśnia, że początek drugiego kwartału był także udany dla polskich eksporterów drobiu. Producenci obawiają się jednak, że ich przewaga cenowa będzie się stopniowo kurczyć, przez co przestaną być tak bardzo konkurencyjni. W marcu cena mięsa polskich kurczaków była oponad 20 proc. niższa od średniej unijnej. Natomiast grudniu 2006 roku jeszcze o prawie 70 proc. –Z powodu suszy w górę poszły ceny pasz. Zmuszeni jesteśmy także podnosić płace – wyjaśnia Rajmund Paczkowski.

Zdaniem Mirosława Szałkowskiego dla polskich firm drobiarskich bardziej niebezpieczne od zmniejszania się przewagi cenowej wobec unijnych konkurentów może być otwieranie się Unii Europejskiej na wyroby z krajów trzecich.

 –Rynek wspólnotowy może zalać tanie mrożone mięso drobiowe z Brazylii czy Stanów Zjednoczonych – obawia się Mirosław Szałkowski.

Jeszcze gorsze skutki może mieć, według drobiarzy, zakaz używania do produkcji pasz śruty sojowej genetycznie modyfikowanej. Ma on wejść w życie w drugiej połowie 2008 r. Leszek Kawski zaznacza, że 85 procent soi wytwarzanej na świecie to ziarno GMO. –Będziemy musieli sprowadzać droższe niemodyfikowane ziarno, co sprawi, że wzrosną koszty produkcji – mówi.

Unia sfinansuje badania świń

Pod koniec września Komisja Europejska wydała decyzję (2006/668/WE), o przeznaczeniu unijnych środków na badanie świń przeznaczonych do uboju. Celem badania będzie m.in. zebranie informacji na temat skażenia salmonellą tuszy wieprzowej w rzeźniach. Na ten cel Polska może otrzymać maksymalnie ponad 37 tys. euro.

W Polsce służbą odpowiedzialną za przeprowadzenie badań jest Główny Inspektorat Weterynarii. Wyniki zostaną przekazane do oceny Europejskiemu Urzędowi ds. Bezpieczeństwa Żywności. Badania, które rozpoczęły się wraz z początkiem października, potrwają rok.

Więcej wołowiny za granicę

Zakłady Mięsne Łmeat sprzedają za granicę jedną trzecią swoich produktów. Na tym jednak nie koniec. W zwiększeniu eksportu mają pomóc inwestycje za prawie 23 mln złotych.

– Nasze obroty rosną mimo zakazu eksportu mięsa wprowadzonego przez Rosję – mówi „Rz” Ryszard Smolarek, prezes Łmeatu. W pierwszej połowie tego roku przychody firmy wyniosły 194 mln zł i były o 130 procent wyższe niż rok wcześniej.

Brak wpływów z rynku rosyjskiego (przed wprowadzeniem embarga w listopadzie 2005 r. eksport za wschodnią granicę stanowił jedną trzecią handlu zagranicznego Łmeatu) rekompensuje sprzedaż mięsa wołowego do krajów Unii Europejskiej. Od stycznia do czerwca tego roku wzrosła o 100 procent. – Popyt na polską wołowinę rośnie od wejścia Polski do Unii. Od tamtej pory eksport mięsa z naszego zakładu zwiększył się dwukrotnie – przyznaje prezes Smolarek.

Będzie ukraiński zakaz?

Zbliżają się kolejne kłopoty polskich eksporterów mięsa. Ukraina rozważa wprowadzenie ograniczeń w imporcie wyrobów mięsnych z Polski.

Ukraiński minister rolnictwa Ołeksandr Baraniwski zapowiedział, że zostaną wzmocnione kontrole wwożonych na terytorium Ukrainy wyrobów mięsnych.

To element walki z przemytem. Już teraz po wykryciu w Polsce pierwszego przypadku ptasiej grypy na ukraińsko-polskich przejściach granicznych obowiązują wzmożone środki kontroli sanitarno-weterynaryjne.

Wołowina z USA do Korei

Korea postanowiła, po dwóch latach embarga, znieść z końcem marca zakaz importu z USA mięsa wołowego, ale wprowadzi ograniczenia. Mięso musi być bez kości i żeber, a pochodzić ze zwierząt młodszych niż 30–miesięczne.

Czystka po kontrolach weterynaryjnych w rzeźniach

To była prawdziwa czystka. Przez trzy miesiące powiatowi i wojewódzcy lekarze weterynarii przeczesali wszystkie rzeźnie mięsa czerwonego. Na 1000 skontrolowanych podmiotów 638 nie spełniało wymogów.

Cezary Bogusz, zastępca głównego lekarza weterynarii, podkreśla jednak, że w 542 przypadkach były to niewielkie uchybienia, które w ciągu najbliższych miesięcy powinny być usunięte.

Dziesięć zakładów miało na tyle duże usterki, że zdecydowano o zatrzymaniu produkcji i zamknięciu. Rzeźnia, by móc wrócić na rynek, musiałaby ponownie przejść całą procedurę zatwierdzenia, złożyć projekt technologiczny, a jeśliby na to się zdecydowała, to i tak będzie pod szczególnym nadzorem – zaznacza Cezary Bogusz.

Powodów do zadowolenia nie ma także dwanaście podmiotów, które na skutek niedociągnięć straciły możliwość produkcji na rynek Unii. Teraz surowiec z nich pochodzący może być wykorzystywany jedynie na polskie potrzeby. To oczywiście spore utrudnienie dla odbiorców, którzy przetworzony wyrób dostarczyli poza granice kraju.

Tak wnikliwe kontrole są konsekwencją unijnej wizytacji we wrześniu. Wtedy okazało się, że w rzeźniach nie jest tak różowo, jak zapewniano. Mam nadzieję, że po tych inspekcjach przedsiębiorcy zrozumieli, że zasady są święte – podkreśla Cezary Bogusz.

Zapowiada też, że restrykcyjność kontroli powinna zdecydowanie się zmniejszyć, zwłaszcza w rzeźniach, w których nie stwierdzono usterek. Reszta będzie wnikliwie monitorowana. Podmioty zintegrowane już po świętach mogą spodziewać się kolejnej kontroli rzeźni. Wtedy ruszy inspekcja w zakładach przetwórczych, a przy okazji lekarze weterynarii będą chcieli przyjrzeć się postępom w usuwaniu wcześniej stwierdzonych niedociągnięć.

1,8 mld euro z Brukseli na rolnictwo

Polska wieś dostanie 1,8 mld euro w ciągu najbliższych trzech lat. Pieniądze pochodzące w dwóch trzecich z unijnej kasy mają pomóc w unowocześnieniu produkcji żywności oraz podniesieniu standardu życia rolników.

Komisja Europejska zatwierdziła wczoraj program modernizacji polskiego sektora spożywczego i rozwoju wsi w latach 2004 – 2006. Polska dostanie z unijnej kasy 1 mld 192 mln euro, które uzupełni środkami własnymi w wysokości 591 mln euro.

 – Od polskich władz zależy teraz realizacja programów, które pozwolą sięgnąć rolnikom po te pieniądze tak szybko, jak to możliwe – mówił wczoraj Gregor Kreuzhuber, rzecznik Komisji Europejskiej ds. rolnictwa. Według niego nasz kraj przeszedł długą drogę i teraz nie powinien mieć dużych problemów z wykorzystaniem unijnych funduszy.

Fundusze z programu modernizacji mają inne przeznaczenie niż dopłaty bezpośrednie. Subsydia są przyznawane rolnikowi tylko za to, że ma określoną liczbę hektarów. To rodzaj zasiłku dla właściciela gospodarstwa, nawet jeśli dotacji nie przeznaczy na inwestycje, ale na konsumpcję.

Pieniądze z zaakceptowanego wczoraj przez Brukselę programu sfinansują konkretne projekty w sektorze spożywczym, które mają służyć poprawie jakości i konkurencyjności. Mogą być wykorzystane na podniesienie standardów higieny i ochrony środowiska naturalnego oraz na szkolenia dla rolników. Część kwoty sfinansuje reparcelację, a więc scalanie drobnych gospodarstw w większe, a także inwestycje zapobiegające powodziom.

Celem programu jest też zróżnicowanie dochodów rolników i zachęcanie ich do zarabiania pieniędzy nie tylko na uprawie i hodowli. Z funduszu można będzie na przykład finansować rozwój agroturystyki czy rzemiosła ludowego.

Czy WGT zmieni nazwę?

Czy Warszawska Giełda Towarowa będzie zmuszona zmienić nazwę? Niewykluczone, że tak. To efekt modernizacji ustawy, która zdaniem WGT za prawo do używania nazwy „giełda towarowa” nakłada niepotrzebne, jej zdaniem, opłaty.

Z ustawą o giełdach towarowych już od początku były same kłopoty. Zapisano w niej wymagania tak wysokie, że żadna giełda nie była w stanie ich spełnić. Posłowie w końcu opóźnili wejście ustawy w życie, a teraz ją zmienili tak, aby uzyskanie licencji było łatwiejsze.

 – Jesteśmy przygotowani do tego, żeby składać taki wniosek, ale zastanawiamy się czy w obecnych warunkach ma to uzasadnienie gospodarcze – powiedział prezes WGT, Waldemar Pawlak.

Obawy WGT nie są bezzasadne. Ustawa jest tak skonstruowana, że firmy, które chcą działać pod szyldem „giełda towarowa” muszą spełnić określone warunki, a za transakcje wnosić opłaty. Tymczasem firmy, które zrezygnują z nazwy „giełda towarowa” i nie będą ubiegać się o licencję, będą mogły robić to co robiły bez żadnych konsekwencji.

 – Będą mogły istnieć samodzielnie w jednym czasie zarówno firmy, które zajmują się tym obrotem bez licencji, jak i będą mogły istnieć giełdy towarowe, które zajmują się tym pod nadzorem, posiadając odpowiedni kapitał i zapewniając pewną standaryzację obrotu – mówi przedstawiciel Komisji Papierów Wartościowych i Giełd.

To czy Warszawska Giełda Towarowa prześle wniosek o licencję okaże się w najbliższym czasie. Jak na razie w Komisji Papierów Wartościowych i Giełd leży tylko jeden wniosek Giełdy Energii.