Źródło: 123RF Zdjęcie Seryjne

Zgodnie z tradycją

hodowla tuczników
123RF Zdjęcie Seryjne

Przykładem są niewielkie zakłady mięsne na Podkarpaciu – tu wędliny produkuje się metodą tradycyjną. Właściciel zakładów skupuje żywiec od miejscowych rolników, bo takie są wymagania przy produkcji wędlin regionalnych, zarejestrowanych w unijnym systemie. Problem w tym, że świń w regionie jest coraz mniej, a importem spoza województwa nie można się w tym wypadku posiłkować.

Podobne problemy ma znacznie więcej producentów, którzy zaczynają między sobą rywalizować o surowiec. Świń z importu czy ferm wielkoprzemysłowych nikt tu nie chce. Rolników utrzymujących tuczniki jest coraz mniej. Nie ma się co dziwić, bo ceny od ponad roku są na tak niskim poziomie, że produkcja trzody jest nieopłacalna. Dzieje się tak przy średnich stadach, a co dopiero przy kilku sztukach. Problem będzie się niestety pogłębiał – to opinia samej branży mięsnej, która w tym przypadku jest bezradna.

Podobnie jak tymczasowe programy odbudowy pogłowia świń w Polsce. Tych jak na razie mieliśmy dwa, i żaden nie pomógł rodzimym hodowcom. Według ostatnich wyliczeń, pogłowie świń w kraju wynosi ok. 10,5 mln sztuk. To co prawda więcej niż kilka miesięcy temu, ale długofalowej tendencji spadkowej nie udało się jak na razie zatrzymać. Głównie za sprawą kryzysu na rynku wieprzowym i imporcie tańszego żywca z Niemiec lub Danii.

Źródło: Agrobiznes TVP