Źródło: 123RF Zdjęcie Seryjne

Ceny niskich lotów

brojlery w hodowli
123RF Zdjęcie Seryjne

Takiego roku jak ubiegły producentom drobiu z pewnością mogą pozazdrościć przedstawiciele innych rolniczych branż. Dobra passa to wynik konsolidacji produkcji w fermach, ale też funkcjonowanie na rynku zakładów, które spełniają normy otwierające przed nimi niemal cały świat. Krystyna Szczepkowska z Zakładu Drobiarskiego Indykpol w Olsztynie zapewnia, że kontrolowana jest produkcja od pisklęcia, przez własne fermy po ubój i produkcję przetworów.

Doskonale radzą sobie też mniejsze zakłady, jak na przykład ten z podolsztyńskiej Łukty. W 2015 r. wyjechało stąd ponad 18 tys. t gotowych produktów, z czego 70% trafiło za granicę. Pomogła w tym nieco mniejsza aktywność USA związana z panującą tam ptasią grypą. Dobra koniunktura przełożyła się na wyższe ceny w skupie. Według danych resortu rolnictwa, w pierwszej połowie ubiegłego roku skupy płaciły za kilogram żywca z kurczaka średnio prawie 3,5 zł, a za kilogram indyka niemal 6 zł. Comiesięczne wstawienia do ferm szacuje się obecnie na 3,8 mln piskląt indyczych. Tymczasem pierwsze miesiące tego roku przyniosły spadki cen w skupie. Problem polega na tym, że USA odzyskuje swoje rynki. Polski drób zaczyna co prawda pojawiać się w Chinach i w krajach Afryki, ale rynek ten jest mało odporny na wszelkie wahnięcia, bo firmy ubojowe są niskomarżowe. Ewa Niesiobędzka z Zakładu Uboju Drobiu Prosper w Łukcie mówi, że firma zdobywa te rynki atrakcyjną ceną i bardzo niską marżą. Stąd sukces tej branży w całej UE. Przydałoby się jeszcze długofalowe planowanie produkcji, począwszy od wylęgarni, przez producentów pasz, po zakłady ubojowe.

Źródło: Agrobiznes TVP