Źródło: 123RF Zdjęcie Seryjne

Pod kreską

tusze wieprzowe
123RF Zdjęcie Seryjne

Nie lepiej jest i u hodowców. Tu ewentualne zyski z chowu w Polsce wypływają na zachód. W zeszłym roku do Polski sprowadzono kilka milionów sztuk świń, m.in. z Niemiec, Holandii i Danii. To 30% tego, co ubiły nasze zakłady. Najbardziej opłacało się sprowadzać warchlaki do dalszej hodowli. Problem w tym, że choć tuczono je potem w krajowych tuczarniach, opłacalność takiej hodowli była stosunkowo niewielka. Prawdziwe zyski z tym związane udzielały się hodowcom na zachodzie.

Dariusz Formela z Polskiego Koncernu Mięsnego DUDA stwierdził, że Polska stała się krajem posiadającym wiele tzw. miejsc tuczowych, do których przywożone są warchlaki m.in. z Danii. Tymczasem w Polsce pogłowie świń szacowane na 10,5 mln sztuk prawdopodobnie nadal będzie spadać. Nie pomagają unijne programy wspierające rolników. Tzw. pakiet Hogana, czyli rekompensata za rosyjskie embargo to kropla w morzu potrzeb – i to mimo tego że program prywatnego składowania wieprzowiny zdjął z rynku tysiące ton mięsa. Jak podkreśla Mirosław Borowski z Krajowej Rady Izb Rolniczych, polityka komisji jest jedna – nie będzie dopłat do eksportu, bo prawo międzynarodowe do tego nie obliguje.

W Polsce kryzys potęguje afrykański pomór świń, bo nie tylko Rosja czy Białoruś nie kupuje od nas mięsa, ale także dalekie kraje azjatyckie. Chiny i Japonia to kiedyś duże i perspektywiczne rynki zbytu. Dziś przez wirusa dla nas niedostępne. Otwarcie tych kierunków pomogłoby w ustabilizowaniu cen w kraju. Teraz jesteśmy skazani tylko na unijny rynek. Zdaniem Dariusza Formela kluczowe jest odblokowanie – przynajmniej częściowe – rynku polskiego na rynki azjatyckie. Jeden z największych koncernów mięsnych w kraju przyznał, że jego zyski znacznie spadły porównując rok do roku aż o 1/3.

Źródło: Agrobiznes TVP