Ceny żywności rosną pod presją kataklizmów

Najbliższa dekada będzie stała pod znakiem drogiej żywności – uważają zgodnie Bank Światowy i FAO (Organizacja Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa). Według ich prognoz w najbliższych latach ceny zbóż w zależności od regionu świata pójdą w górę o 15 – 40 proc., oleje o ponad 40 proc., a nabiał o 15 – 45 proc., z czego najszybciej podrożeje masło.

O tym, jak dalece rynek żywności ma charakter globalny, świadczy fakt, że obecnie jej ceny także w Polsce windują powodzie w Australii i Brazylii. Trzy lata wcześniej do niespotykanego w historii wzrostu cen produktów rolnych doprowadziła katastrofalna susza w Australii. Żywnościową inflację zatrzymał kryzys gospodarczy. Ale eksperci uważają, że to chwilowy oddech.

Globalne rynki żywności przeżywają obecnie druga falę dynamicznego wzrostu cen. Na przykład ostatnie zwyżki pszenicy wywołają kolejne podwyżki cen pieczywa, również w Polsce. W górę ruszą również ceny mięsa, które dotychczas były stabilne – ocenia Rafał Benecki, ekonomista ING Banku Śląskiego.

Europejczyków powinny ucieszyć prognozy, które przewidują potanienie wieprzowiny. Jest ona – według danych Komisji Europejskiej – ulubionym rodzajem mięsa na naszym kontynencie i stanowi ponad połowę jego spożycia. W najbliższej dekadzie zdrożeje natomiast wołowina, a najszybciej – o około 15 proc. – drób.

Co gorsza, przewidywanemu wzrostowi cen będą towarzyszyć duże ich wahania. Jak mówi Tassos Haniotis, dyrektor w Komisji Europejskiej – nigdy wcześniej nie mieliśmy do czynienia z tyloma niepewnymi czynnikami.

Ocieplenie klimatu przyniesie katastrofalne skutki w niektórych regionach, ale być może umożliwi poszerzenie upraw w innych. Mogą na tym zyskać unijni rolnicy, co podkreśliła wczoraj w swojej analizie Komisja Europejska.

W Polsce w tym roku ceny żywności mają wzrosnąć o 4 proc., czyli więcej niż innych towarów i więcej niż w 2010 r., kiedy poszły w górę o 2,7 proc. – prognozują eksperci ING BSK.

Ale wzrost cen żywności będzie wolniejszy od oczekiwanego w pesymistycznych przewidywaniach sprzed kryzysu. Okazało się, że konsumpcja w Chinach i Indiach rośnie wolniej. – To efekt mniejszego przyrostu ludności – mówi „Rz” Tassos Haniotis. Jeszcze kilka lat temu eksperci przewidywali, że do 2050 roku liczba ludności na świecie ulegnie podwojeniu. Dziś wiemy, że będzie jej „tylko” o 70 proc. więcej.

Źródło: Rzeczpospolita