Eksport naszych produktów rolno spożywczych ustawicznie rośnie

To co udaje się nam na nowych rynkach nie sprawdza się jednak w handlu z najbliższymi sąsiadami zza wschodniej granicy.

Handel na rynku rosyjskim często porównywany jest do rosyjskiej ruletki. Stuacji nie ułatwiają wyśrubowane i niejednokrotnie nieżyciowe normy, konieczność przeprowadzania badań laboratoryjnych każdej partii towaru czy licencje eksportowe, które zdobyć jest bardzo trudno. Arbitralność decyzji i utrudnienia administracyjne skutecznie blokują wymianę towarową i sprawiają wiele trudności przedsiębiorcom po obu stronach granic.

Z Ukrainą wcale nie jest lepiej. Tu główną barierą są cła i podatki, skomplikowana droga legalizacji produktów oraz konieczność zdobywania świadectw fitoto-sanitarnych i weterynaryjnych.

Drobnemu handlowi na pewno pomoże umowa między Polską a Ukrainą o małym ruchu przygranicznym, która obowiązuje od lipca. Pieniądze za ziemniaki, cebulę, mięso i wędliny – wywiezione w bagażnikach osobowych samochodów – trafiają przede wszystkim do przygranicznych placówek handlowych dając zatrudnienia i dochody mieszkańcom terenów nadgranicznych.

Tylko w pierwszym półroczu tego roku Ukraińcy na takie zakupy wydali prawie 863 mln zł – to jednak bardziej przemyt niż handel międzynarodowy i chyba nie na tym powinien polegać rozwój stosunków handlowych z Ukrainą.

Źródło: rolnicy.com