Świnie na wagę złota

W kraju brakuje wieprzowiny. Ceny poszły w górę, a eksporterzy mięsa nie mają czego wysyłać za granicę. Do tej pory ratowali się, importując mięso. Teraz uniemożliwia to wysoki kurs euro. Coraz więcej zakładów mówi o zwolnieniach, ograniczaniu produkcji, a nawet bankructwach.

Przedsiębiorcy załamują ręce. – Przyzwyczailiśmy się, że tzw. świński dołek pojawia się co dwa-trzy lata, ale tym razem jest wyjątkowo „głęboki”. Takiego spadku pogłowia nie mieliśmy od prawie 30 lat – mówi Andrzej Pawelczak z Grupy Animex, największego w kraju producenta i eksportera mięsa. Mimo braku mięsa zaopatruje swoich kluczowych klientów. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie współpraca ze stałymi dostawcami wieprzowiny.

Wiesław Różański, prezes Unii Producentów i Pracodawców Przemysłu Mięsnego (UPEMI), przypomina, że w 1990 r. pogłowie trzody chlewnej liczyło 21 mln sztuk. Teraz spadło poniżej 15 mln. Oznacza to, że po raz pierwszy od lat brakuje nam mięsa do pokrycia zapotrzebowania w kraju. Wynosi ono 16 mln świń.

Skąd ten dołek? Jak tłumaczy Piotr Luciński z Katedry Hodowli i Produkcji Trzody Chlewnej Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu, kilka lat temu w Polsce panowała dobra koniunktura, więc rolnicy zwiększali hodowle. Okazało się, że świń jest za dużo, mieli problemy z ich sprzedażą, ceny zaczęły spadać. W dodatku zaczęły rosnąć ceny pasz spowodowane nieurodzajem. I tak przez ostatnie dwa lata hodowla świń przestała być opłacalna. Rolnicy zaczęli więc z niej. Do tego dochodzi m.in. problem kursu złotego.

Jeszcze w ubiegłym roku eksporterzy skarżyli się na silnego złotego. Przy tamtym kursie nie byli w stanie konkurować z zachodnimi dostawcami. Teraz mogliby zbijać kokosy na mięsie. – Tylko że nie mamy co wysyłać – mówi Witold Choiński, prezes Izby Gospodarczej „Polskie Mięso”.

Do tej pory firmy ratowały się importem mięsa głównie z Danii, a także Niemiec i Holandii. Opłacało się im nawet przetwarzać sprowadzone mięso i sprzedawać je za granicą. W 2008 r. napłynęło do Polski o kilkadziesiąt procent więcej wieprzowiny, niż wyeksportowaliśmy.

Tylko że decydujący głos w sprawie cen wieprzowiny należy do złotego. Im słabszy, tym droższa sprowadzana z Zachodu wieprzowina. Taką sytuację mamy dziś. – Po obecnym kursie eksportowanie wieprzowiny w oparciu o zagraniczne mięso kompletnie się nie opłaca – mówi Choiński.

Animex eksportuje prawie 30 proc. swojej sprzedaży, głównie do krajów UE, a także na Daleki Wschód. Teraz swoje wyroby wysyła tylko na od lat ugruntowane rynki. – Sporadycznie korzystaliśmy z importu. Teraz mimo że wysoki kurs euro temu nie sprzyja nieraz jest to koniecznością – mówi Pawelczak.

Eksporterzy coraz częściej mówią o ograniczaniu produkcji i zwolnieniach. – Nikt nie jest w stanie przewidzieć, co się będzie działo przez te wahania kursowe. Firmy zachodzą w głowę, jak utrzymać eksport – mówi Choiński.

Świński dołek dokucza nie tylko eksporterom, ale całej branży. W najgorszej sytuacji są ubojnie. W Polsce jest ich blisko 900. Jak szacuje UPEMI, to o blisko 200 mniej niż kilka miesięcy temu. – Szacujemy, że zostanie 100 ubojni przemysłowych i 350 działających lokalnie – mówi Różański.

Świński dołek pociągną za sobą wzrost cen. Jeszcze pół roku temu kilogram żywca kosztował niewiele ponad 3 zł. Obecnie przekracza 4 zł, a nawet dochodzi do 5 zł. Ceny półtuszy wynosiły około 6 zł za kg. Teraz trzeba za nią dać 6,8-7,3 zł. UPEMI spodziewa się dalszego wzrostu cen, ale przewiduje, że sytuacja poprawi się w drugiej połowie roku. – Rolnikom zaczyna się opłacać hodować świnie – mówi Różański.

Ceny wieprzowiny dla konsumentów już poszły w ubiegłym roku w górę (prawie o 10 proc.). Eksperci spodziewają się dalszego około 5-proc. wzrostu, ale nie więcej. Konsumenci zaciskają pasa, więc gdyby wieprzowina zbytnio zdrożała, przerzucą się np. na drób.

Źródło: Gazeta Wyborcza