Rolnicy zapowiadają kolejne protesty

Koszty produkcji rosną, a ceny produktów rolnych spadają. – Jeśli sytuacja się nie zmieni, nasze gospodarstwa będą padać – alarmują rolnicy.

Wojciech Fus jest młodym rolnikiem z Tarnogrodu. Zaciągnął kredyty na maszyny, sprzęt oraz ziarno. Gospodarzy na 300 hektarach, które głównie dzierżawi. Dziś jest załamany. – Brak słów na to, co się dzieje. Jeśli sytuacja w rolnictwie się nie zmieni, będę musiał zlikwidować gospodarstwo.

Rok temu sprzedawał kukurydzę za 750-800 zł za tonę. Teraz dostałby 370-380 zł za tonę. To nawet nie pokrywa kosztów produkcji.

Wtóruje mu Andrzej Marat, przewodniczący „Solidarności” Rolników Indywidualnych w powiecie łowickim, producent mleka: – Przy obecnych cenach, nabranych kredytach niemożliwością jest utrzymanie gospodarstwa.

Fus chce wraz z innymi rolnikami blokować przejście graniczne z Ukrainą. Protest zaplanowano na 21 października. – Mam pięćdziesiąt lat i po raz pierwszy w życiu będę brał w proteście. Ale sytuacja jest dramatyczna – mówi Wiesław Gryn, prezes Zamojskiego Towarzystwa Rolniczego, jeden z organizatorów protestu, i przypomina, że nie dość, że dochody w rolnictwie spadają, to wiele firm wstrzymuje się ze skupem zboża. Liczą na to, że będzie jeszcze tańsze. Zdaniem rolników rynek dodatkowo psuje tanie zboże z Ukrainy.

 – Wielkimi krokami zbliża się do nas kryzys finansowy, a my zamiast się chronić, pompujemy pieniądze na Wschód – oburza się Gryn.

Rolników nie tylko martwią niskie ceny, lecz także sytuacja na rynkach finansowych, która może wpłynąć na warunki udzielania kredytów. Wspomniany na początku Wojciech Fus martwi się, jak w terminie spłacić raty. Będzie przeciągać sprzedaż ziarna z nadzieją, że ceny pójdą w górę. Na dalszą produkcję potrzebuje jednak pieniędzy. Chce negocjować z bankami. – Nie wiem, czy przez obecny kryzys finansowy dostanę takie kredyty, jak są mi potrzebne – obawia się Fus, który obserwuje, że w podobnej sytuacji jak on jest co drugie gospodarstwo.

Z kolei Gryn zwraca uwagę, że osoby, które w dobrej wierze wzięły kredyty, żeby rozwijać swoje gospodarstwa, teraz staną na krawędzi bankructwa. – Wielu rolników, żeby się ratować, będzie próbować brać kredyty, by spłacać stare. A z tym na pewno będą problemy – mówi.

Protest na granicy z Ukrainą jest jednym z wielu, które zapowiadają rolnicy. NSZZ „Solidarność” Rolników Indywidualnych już w piątek protestowała pod resortem rolnictwa, a także przed siedzibami urzędów wojewódzkich w innych częściach kraju. Związkowcy domagają się m.in. przywrócenia ochrony celnej na zboże z krajów spoza Unii, przywrócenia dopłat eksportowych do produktów mleczarskich, zwiększenia kwoty pieniędzy w budżecie państwa na rolnictwo i obszary wiejskie, utrzymania systemu ubezpieczeń społecznych w KRUS, a także podjęcie przez rząd działań w celu obniżenia marż handlowych, szczególnie w super– i hipermarketach. – Ceny w sklepach nie mają nic wspólnego z tymi, które my dostajemy. Pośrednicy zarabiają, a miastowi patrzą na nas krzywym okiem, bo wydaje im się, że na wsi się dużo zarabia – skarżyli się protestujący rolnicy.

Co na to resort rolnictwa? Wiceminister Artur Ławniczak, który w piątek wyszedł do protestujących, przypomina, że są podejmowane działania, które mają poprawić sytuację w rolnictwie, m.in. Polska, wystąpiło o ochronę celną zboża, przywrócenie dopłat eksportowych do produktów mleczarskich. Minister rolnictwa wystąpił także o zwiększenie środków na modernizację dla rolników.

Źródło: Gazeta Wyborcza