(Nie)groźny import…

Eksperci już dawno ostrzegali, że konkurencyjność cenowa naszych produktów rolno-spożywczych będzie się zmniejszała, jednak niewielu spodziewało się, że ten proces, wsparty aprecjacją złotego, będzie postępował tak szybko.

Przy obecnym, wysokim kursie złotego producentom żywności nie jest lekko, jednak nadal znaczne rezerwy tkwią w poprawie efektywności. Silna waluta krajowa może – paradoksalnie – pomóc w tym branży żywnościowej.

W początkowym okresie po akcesji ceny większości polskich artykułów rolno– spożywczych były na znacznie niższym poziomie niż w państwach „starej” Unii, a złoty – w stosunku do europejskiej waluty – słaby. Specjaliści ostrzegali, że konkurencyjność cenowa naszych produktów rolno-spożywczych będzie się zmniejszała w miarę wzrostu kosztów surowca i produkcji w Polsce. Proces ten postępuje jednak szybciej niż przewidywano, wzmocniony dodatkowo silną aprecjacją złotego w stosunku do euro i dolara.

W efekcie ceny podstawowych surowców dla przetwórstwa: żywca rzeźnego, mleka surowego i zboża osiągnęły pułap zbliżony do europejskich szybciej, niż można było przypuszczać. Co więcej, niektóre z tych towarów są już nawet okresowo droższe u nas niż w innych krajach Unii.

Udział importu produktów rolno-spożywczych w obrotach polskiego handlu zagranicznego w bieżącej dekadzie waha się w granicach 5,9-6,8 proc. Niepokojącym zjawiskiem jest jednak znacznie wyższa dynamika wwozu niż wywozu. Jak podaje FAMMU/FAPA, w roku 2007 eksport artykułów rolno-spożywczych zwiększył się o 17 proc. – do blisko 10 mld euro, podczas gdy ich import wzrósł aż o 24 proc. – do 7,9 mld euro.

Anatomia importu

Do kraju sprowadzamy przede wszystkim produkty pochodzenia roślinnego, które stanowią aż 55 proc. wartości wwozu artykułów rolno-spożywczych, a także używki i napoje oraz produkty pochodzenia zwierzęcego.

W 2007 roku struktura importu nie zmieniła się istotnie w stosunku do poprzedniego roku. Zwiększył się nieco – zdaniem FAMMU/FAPA – udział produktów pochodzenia roślinnego we wwozie, głównie za sprawą wzrostu wartości importu zbóż, pasz i komponentów paszowych, owoców i warzyw świeżych, a także olejów i tłuszczów roślinnych oraz wyrobów cukierniczych. Natomiast w grupie produktów pochodzenia zwierzęcego wzrósł szczególnie import mięsa czerwonego (o 24 proc.) oraz produktów mleczarskich (o 119 proc.). W 2007 roku wzrosła również (o 6,5 proc.) wartość importowanych ryb.

Czołową rolę w imporcie towarów rolno– spożywczych odgrywają przetwory roślinne (33 proc. wwozu) oraz surowce roślinne (23 proc.). Sprowadzamy głównie produkty pochodzenia roślinnego, które nie są uprawiane na przemysłową skalę w naszej strefie klimatycznej. Są to zarówno towary przeznaczone do bezpośredniej konsumpcji, jak i surowce oraz półfabrykaty do dalszego przetworzenia.

I tak w przypadku surowców roślinnych wiodącą rolę odgrywają świeże owoce, głównie cytrusy, banany i winogrona, które w 2007 r. miały 10 proc. udziału w imporcie.

Warto odnotować, że właśnie w obrotach świeżymi owocami odnotowaliśmy w ub.r. największy deficyt (–545,8 mln euro).

Około 5-proc. udział w imporcie miały w ub.r. zboża – w przypadku tych ostatnich trudno jednak mówić o trwałej tendencji.

Handel zbożem podlega bowiem znacznym wahaniom w poszczególnych sezonach, w zależności od wielkości zbiorów w kraju oraz kształtowania się popytu i podaży na rynku światowym.

Natomiast wśród sprowadzanych z zagranicy przetworzonych produktów roślinnych dominują makuchy, komponenty paszowe i pasze (8 proc. wwozu), wyroby cukiernicze (6 proc.), oleje i tłuszcze roślinne (5 proc.), a także przetwory owocowe (5 proc.). Wśród tych towarów największy deficyt handlowy (–434,3 mln euro) odnotowujemy w przypadku niedostępnych w kraju komponentów białkowych do pasz – przede wszystkim śruty sojowej, a także specjalistycznych pasz (np. leczniczych).

Poczesne miejsce zajmują także używki i napoje, które stanowią 16 proc. importu.

Wśród nich na pierwsze miejsce wysuwają się kawa, kakao, herbata i przyprawy (7 proc. wwozu), a także alkohole i napoje alkoholowe (4 proc.) oraz tytoń i wyroby z niego (4 proc.). Trzeba zwrócić uwagę, że handel używkami zamknął się w ub.r. trzecim, pod względem wielkości, deficytem w wysokości –315,1 mln euro.

Pod względem wartości czwarte miejsce w naszym imporcie rolno-spożywczym zajmują przetwory zwierzęce (12 proc.

wwozu). Wśród nich wymienić należy przede wszystkim mięso czerwone (7 proc.) oraz mleko i śmietanę (2 proc.). Rosnący import mięsa czerwonego jest rezultatem utrzymywania się wysokich cen krajowej wieprzowiny. Przy wysokim kursie złotego sieciom handlowym i przetwórcom opłaca się bowiem sprowadzać wieprzowinę z innych krajów UE, w których ma ona konkurencyjne ceny w stosunku do mięsa z Polski.

W przypadku importu artykułów mleczarskich większe znaczenie ma jedynie mleko w proszku z republik nadbałtyckich, które w większości jest reeksportowane.

Za granicą kupujemy natomiast znaczne ilości ryb i przetworów rybnych, które stanowią około 9 proc. wwozu. Importujemy przede wszystkim ryby i filety (8 proc.), głównie z przeznaczeniem dla krajowego przetwórstwa, które nie jest samowystarczalne pod względem zaopatrzenia w surowiec.

Rozwijający się dynamicznie eksport przetworów rybnych pociąga za sobą konieczność zwiększania importu surowca.

Efektywność obroni przed silnym złotym?

Dopóki import rolno-spożywczy dotyczy głównie surowców nie występujących w kraju bądź produkowanych w niewystarczających ilościach, dopóty nie stanowi on zagrożenia dla polskiego sektora żywnościowego, będąc naturalnym uzupełnieniem oferty rynkowej. Znacznie gorzej, jeśli będą do nas napływać w znaczących ilościach towary wytwarzane na masową skalę w Polsce – tak jak to ma obecnie miejsce w przypadku wieprzowiny, gdyż może to doprowadzić do załamania krajowej produkcji.

Tymczasem można spodziewać się, że import artykułów rolno-spożywczych do Polski będzie się nadal zwiększać. Nasza żywność jest bowiem coraz droższa, a umacniający się złoty sprawia, że wyroby importowane stają się konkurencyjne cenowo.

Ponadto rozmowy w sprawie liberalizacji handlu, toczone w ramach WTO, doprowadzą zapewne w perspektywie kilku lat do zniesienia przynajmniej części ograniczeń w dostępie państw trzecich do wspólnego rynku produktów rolno-spożywczych.

Wiele spośród nich to kraje najsłabiej rozwinięte, oferujące towary znacznie tańsze niż te naszej produkcji – można zatem obawiać się silnej konkurencji.

Wzrost kosztów pracy, surowców i energii obniżył znacząco konkurencyjność naszych produktów rolno-spożywczych.

Pozycję krajowych producentów niewątpliwie pogarsza także aprecjacja złotego w stosunku do innych walut.

Ostatnie narzekania przedstawicieli sektora spożywczego na zbyt mocny złoty, który może doprowadzić do upadku eksportu i wzrostu importu, nie brzmią jednak przekonująco. W ostatnich latach ogłaszano kolejne granice spadku kursu euro, poniżej których eksport miał się załamać, a importowana żywność zalać nasz rynek, jednak – jak dotąd – kasandryczne przepowiednie się nie sprawdziły.

Oczywiście przy obecnym wysokim kursie złotego producentom żywności nie jest lekko, jednak nadal znaczne rezerwy tkwią w poprawie efektywności przemysłu spożywczego. Przeciętna wydajność w polskich przedsiębiorstwach jest bowiem ciągle na relatywnie niskim poziomie, w porównaniu z firmami ze „starej” Unii.

Silna waluta krajowa może paradoksalnie pomóc naszej branży żywnościowej, wymuszając na krajowych zakładach dalszą poprawę efektywności.

Źródło: Rynek Spożywczy