Świński biznes bez unijnego pozwolenia

13 wielkich ferm trzody chlewnej działa w Polsce bez wymaganego przez Unię pozwolenia. Rząd próbuje je zamknąć, ale bez skutku.

Hodowli liczących ponad 2000 świń jest w Polsce 134. Zgodnie z przepisami Unii, żeby działać legalnie, muszą mieć tzw. pozwolenie zintegrowane, oznaczające, że wypełniają normy ochrony środowiska. 13 ferm takich pozwoleń nie ma.

Najwięcej – osiem – działa w Wielkopolsce. Są to zakłady w Koszkowie, Kotowie, Starym Tomyślu, Kierzkowie, Lipinach oraz Osiecznej, Komorzewie i Śmiłowie. Dwie ostatnie to dawny Farmutil b. senatora Henryka Stokłosy (siedzi w areszcie). Śmiłowo tuczy ponad 40 tys. sztuk prosiąt rocznie, a Komorzewo – ok. 16 tys. świń. W obu już w 2006 r. inspekcja ochrony środowiska stwierdziła brak pozwolenia. Do dziś go nie ma, ale fermy pracują. – Odwołały się od naszego postanowienia o wstrzymaniu produkcji – mówi Hanna Kończal z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Poznaniu. Dwie fermy bez pozwoleń działają w Małopolsce (gospodarstwo Skolarus oraz ferma Przecza), jedna na Podkarpaciu (Agro-Sokołów w Hruszowicach). Na Pomorzu pozwolenia nie ma ferma w Waplewie Wielkim, gdzie w grudniu inspektorów nie wpuszczono na teren zakładu, potem nie było kontaktu z właścicielem, a gdy nowy umożliwił kontrolę, okazało się, że zakład nie spełnia wymogów. Właściciel dostał czas do października na likwidację fermy.

Najbardziej kuriozalny jest przypadek Oskowa na Pomorzu. Należącą do prywatnego przedsiębiorcy fermę (ponad 6000 świń) inspektorzy próbują zamknąć od 2005 r. Sprawa niewykonywania decyzji o likwidacji hodowli trafiła do sądu kilka razy. Czterokrotnie sąd karał właściciela grzywną, w sumie 11 tys. zł. W 2007 r. sprawą zajęli się radni powiatowi, bo gnojowica z fermy trafiała do miejscowej rzeki. Ferma działa dalej. – Produkcja jest opłacalna, więc właściciele płacą grzywny i działają bez pozwolenia. Maksymalna grzywna wynosi dziś 50 tys. zł, ale sądy rzadko ją stosują. Skuteczną metodą byłoby stosowane w niektórych krajach Unii wyłączanie prądu, ale u nas to niemożliwe, dopóki właściciel fermy płaci za energię – tłumaczy Joanna Piekutowska z GIOŚ.

Wiceminister ochrony środowiska Stanisław Gawłowski zapewnia, że rząd pracuje nad bardziej skutecznymi przepisami.

Źródło: Rzeczpospolita