Czy polskie rolnictwo ma być skansenem Europy?

Blokada produktów GMO to szkodliwa ingerencja w życie gospodarcze wielu wytwórców i setek tysięcy pracowników. Ingerencja, która zmarnuje wysiłek włożony w poprawę efektywności polskiego sektora rolno-spożywczego.

Z rosnącym zdumieniem zagłębiałem się w opublikowany niedawno artykuł ministra środowiska prof. Macieja Nowickiego na temat żywności modyfikowanej genetycznie [„Gazeta Wyborcza” z 22 lutego br.]. Literacki styl pana profesora może budzić uznanie, ale cała reszta artykułu – w tym zwłaszcza jego warstwa faktograficzna – jest nieprawdziwa i prowadzi do fałszywych wniosków, które mogą katastrofalnie wpłynąć na rozwój polskiego rolnictwa i przemysłu rolno-spożywczego.

Po pierwsze, prof. Nowicki autorytatywnie stwierdza, że „świadomość konsumentów rośnie i są oni w stanie zapłacić znacznie wyższą cenę za żywność czystą bez modyfikacji”. To nieprawda stojąca w sprzeczności ze statystyką sprzedaży detalicznej i wynikami badań konsumenckich. W przypadku produktów spożywczych głównym powodem, dla którego konsumpcja rośnie, są coraz niższe koszty produkcji (głównie za sprawą postępu technicznego i organizacyjnego) prowadzące do spadku ceny detalicznej. Widać to chociażby po dynamicznym wzroście spożycia mięsa drobiowego – praktycznie we wszystkich krajach świata. Ten wzrost spożycia drobiu jest stymulowany właśnie postępem genetycznym w hodowli i spadkiem kosztów wytwarzania.

Poza rynkami niszowymi konsumenci żywności zawsze wybierają produkty tańsze kosztem droższych. Przeprowadzone w handlu badania wskazują, że tylko nieznaczny wzrost cen (rzędu 1-2 proc.) jest akceptowalny dla przeciętnego konsumenta jako premia za „ekologiczność produktu”. Wzrost ceny rzędu 10 proc. byłby wyrokiem śmierci dla takiego produktu! Nie ma więc żadnych podstaw do przypuszczeń, że polskie „czyste ekologiczne”, a tym samym bardziej kosztowne produkty mogłyby liczyć na znaczący rynek w Europie. Tak się do tej pory nie stało. I nie wiem, jakie minister Nowicki ma przesłanki, by twierdzić, że w przyszłości uda się Polsce wypromować polską zdrową żywność na rynku europejskim. Bo kto będzie za to odpowiedzialny i gdzie rząd ukrył niezbędne miliony na taką promocję?

Po drugie, pan minister manipuluje danymi, gdy przewiduje, że wzrost cen pasz pozbawionych soi GMO wyniesie jedynie 3 proc. Obecnie cała światowa produkcja soi naturalnej (bez GMO) jest zaledwie dwa razy większa od zapotrzebowania… samej tylko Polski. Zwiększone zamówienia na soję bez GMO spowodują gwałtowny wzrost cen. Można się spodziewać, że realny wzrost ceny śruty sojowej w Polsce wyniesie 50-70 proc., co przeniesie się na wzrost ceny pasz o co najmniej 10 proc. – i będzie zabójcze dla konkurencyjności polskiego przemysłu. I to nie tylko w porównaniu z producentami z Brazylii czy USA, ale także z innymi producentami w Unii.

Po trzecie, minister Nowicki z namaszczeniem oznajmia, że w Europie jest nadmiar produktów rolnych. Jakich? Od dziesięcioleci wiadomo, że z przyczyn naturalnych Europa skazana jest na import roślin będących nośnikami białka. Dodatkowo pogłębia się deficyt na rynku paszowym poprzez decyzje o zakazie używania mączek zwierzęcych. Na to nakłada się wzrost konsumpcji mięsa w krajach takich jak Indie czy Chiny. W ciągu dwóch-trzech lat blisko 300 milionów konsumentów w tych krajach osiągnie poziom życia zbliżony do mieszkańców UE, co spowoduje m.in. wzrost popytu na mięso. To oznacza, że także w kolejnych latach mogą się utrzymać rekordowe ceny zbóż i pasz związane ze zbyt małą podażą i zbyt dużym popytem.

Minister Nowicki najwyraźniej nie zna polskiej współczesnej wsi, na której w ostatnich latach dokonał się znaczący postęp. Odnosimy wielki sukces gospodarczy w segmencie przetwórstwa rolno-spożywczego, ponieważ produkujemy nowocześnie i efektywnie w całym łańcuchu tworzenia wartości dodanej – od rolnika po producenta i dystrybutora żywności. Pytam retorycznie: dlaczego sami chcemy to zniszczyć? Dlaczego mamy zamienić strategię przewagi konkurencyjnej na strategię okopywania się na rynkach niszowych, która jest bardziej właściwa dla outsiderów rynkowych, a nie dla liderów rynku?

Zamiast zajmować się tematami zastępczymi i nieprzemyślanymi gospodarczo decyzjami, apeluję do ministrów środowiska, by zajęli się rzeczywistymi problemami ekologicznymi. Jak choćby sprawą segregacji śmieci i lokalizacją wysypisk w większości polskich miast. To są prawdziwe problemy, nad którymi też pochylają się specjaliści w Unii, a które minister Nowicki zręcznie próbuje zamienić na zastępczy i wygodny dla siebie temat GMO.

Na koniec jedna uwaga: skoro mamy rzekomo tylu sojuszników, tyle krajów i społeczeństw po swojej stronie – jak twierdzi minister Nowicki – to czy nie powinniśmy poczekać, aż odpowiednie przepisy zostaną przeforsowane w Unii, zamiast eksperymentować z nimi w Polsce?

Źródło: Gazeta Wyborcza