Punkt zapalny

Istnieje groźba, że w tym roku Polska nie spełni narzuconych przez Brukselę norm zużycia biopaliwa. „Zielonego paliwa” jest na stacjach jak na lekarstwo i nic nie wskazuje na to, aby w najbliższym czasie to się zmieniło. Może być też tak, że gdy w końcu się pojawią to podrożeją paliwa konwencjonalne.

Takie obrazki jak ten to na razie rzadkość. Biopaliwa na stacjach benzynowych to wciąż unikat. Tymczasem już w tym roku 3,45 proc. wszystkich paliw wprowadzonych do obrotu powinno zawierać bio-komponenty.

 – To oznacza, że aby osiągnąć ten cel praktycznie w każdym litrze konwencjonalnego paliwa powinno się znaleźć po 5 procent biododatków – tłumaczy Jacek Wróblewski, Polska Organizacja Przemysłu i Handlu Naftowego.

A z tym delikatnie mówiąc jest wciąż problem. Nie wszystkie bazy i terminale paliwowe są przystosowane do mieszania benzyn i oleju napędowego z biokomponentami. Na stacjach wciąż rzadkością są dystrybutory z mieszankami B-20 czy B-100.

 – Opóźnienie, które w tej chwili jest w I kwartale rodzi niebezpieczeństwo niezrealizowania tego celu i wszyscy się tego obawiają – dodaje Wróblewski.

Obawy są tym większe, że koncerny naftowe muszą się liczyć z surowymi karami za nie wprowadzenie na rynek biopaliw. Zdaniem ekspertów firmy nie mają wyjścia i za kilka miesięcy można się spodziewać znacznego przyśpieszenia.

 – Wszyscy liczący się operatorzy paliwowi, którzy będą dodawali biokomponenty są gotowi, mają infrastrukturę do tego przygotowaną – twierdzi Tomasz Pańczyszyn, Krajowa Izba Biopaliw.

Pytanie jakim kosztem? Koncerny naftowe będą chciały nadrobić stracone kilka miesięcy. To zmusi ich do zaoferowania biopaliw po bardzo atrakcyjnych cenach tak, aby kierowcy kupowali je w dużych ilościach. A te straty wyrównać będzie można podnosząc cenę zwykłych paliw. Ten scenariusz jest tym bardziej prawdopodobny, że firmy paliwowe już teraz ponoszą spore nakłady związane z realizacją ustawy o biopaliwach. Budowa nowych zbiorników oraz linii produkcyjnych kosztuje i to sporo.

Źródło: Agrobiznes, TVP1