Aujeszki kosztuje

O zwiększenie środków na zwalczanie choroby Aujeszkiego apeluje do rządu samorząd lekarzy weterynarii, który twierdzi, że obecne fundusze są niewystarczające. A cierpią na tym rolnicy, którzy wciąż nie mogą sprzedawać żywych świń za granicę.

Walkę o rozpoczęcie ogólnokrajowego programu zwalczania i monitoringu choroby Aujeszkiego trwa już 3 lata. Od tego czasu udało się go uruchomić tylko w województwie lubuskim. Największym problem to oczywiście pieniądze. Objęcie całego kraju programem to koszt kilkuset milionów złotych.

 – Program został zgłoszony do Komisji Europejskiej i ona go zaakceptowała, nawet zgodziła się w niewielkim stopniu go dofinansować – 5 milionów euro wiosny nie czyni, ale jest to już jakaś kwota na wsparcie – mówi Jan Krzysztof Ardanowski, wiceminister rolnictwa.

Oprócz środków unijnych rząd przewiduje jeszcze 200 milionów złotych. Do tego dochodzą środki na dodatkowe etaty dla Inspekcji Weterynaryjnej. Ale zdaniem samorządu lekarsko – weterynaryjnego to zbyt mało.

 – Ten program ma małe szanse w tym roku do zrealizowania – prognozuje dr Mirosław Tomaszewski, Krajowa Rada Lekarsko-Weterynaryjna.

Choroba Aujeszkiego nie jest groźna dla ludzi. Dla trzody chlewnej jest śmiertelna. W Polsce nie występuje, ale ponieważ nie możemy tego uwodnić wiele państw Unii Europejskiej zakazuje importu żywych świń z Polski.

 – Polscy rolnicy nie mogą eksportować zwierząt żywych na zewnątrz to po pierwsze dzisiaj, ale może nam grozić również, że wtedy kiedy jest nadwyżka wieprzowiny, a taka w tej chwili jest, to niektóre kraje powiedzą, że oni nie chcą od nas kupować tego mięsa – obawia się Romuald Ajchler, poseł LID.

Posłowie chcieli ostatnio zwiększyć wydatki na zwalczanie i monitoring choroby Aujeszkiego. Jak na razie bez skutecznie.

Źródło: Agrobiznes, TVP1