Ptasia grypa w Polsce

Dziś Komisja Europejska ma zdecydować o całkowitym lub częściowym wstrzymaniu eksportu polskiego drobiu. Na spotkaniu w Brukseli, unijni eksperci sprawdzą też, czy nasza reakcja na wystąpienie wirusa była właściwa. Tym samym ocenione zostanie ryzyko dalszego rozprzestrzenienia się choroby.

W sobotę Państwowy Instytut Weterynaryjny w Puławach potwierdził, że na dwóch fermach w okolicach Płocka mamy do czynienia z najgroźniejszą odmianą wirusa H5N1. Wszystkie ptaki z ferm w Uniejowie i Myśliborzycach, gdzie wykryto ptasią grypę, zostały już wybite. Służby weterynaryjne jak i policja wciąż zabezpieczają teren wokół zakażonych ferm indyczych. W obrębie wyznaczono 3 kilometrową strefę bezpieczeństwa. Na jej terenie obowiązuje całkowity zakaz przenoszenia drobiu a także dodatkowe środki ostrożności.

Decyzja Brukseli co do całkowitego lub częściowego wstrzymania eksportu mięsa drobiowego, uzależniona jest od opinii unijnych ekspertów, co do reakcji Warszawy na ogniska ptasiej grypy. Ze wstępnych doniesień wynika, że Komisja Europejska dobrze ocenia działania Polskiej Inspekcji Weterynaryjnej, dlatego dodatkowych obostrzeń jak na razie nie będzie. Utrzymany zostanie natomiast zakaz sprzedaży mięsa i żywych ptaków z powiatów bezpośrednio zagrożonych wirusem.

Ewa Lech, Główny Lekarz Weterynarii – To dotyczyć będzie tylko kilku powiatów – kilku z województwa mazowieckiego i kilku z kujawsko-pomorskiego.

Zapowiedzi tylko częściowego wstrzymania eksportu drobiu cieszą branżę drobiarską, która jak na razie nie odnotowała znacznego spadku zainteresowania polskim mięsem. Częściowe ograniczenia w imporcie wprowadziła wyłącznie Litwa.

Leszek Kawski, Krajowa Rada Drobiarstwa – Poczucia, że jest panika na rynku nie ma. Zamówienia są realizowane, z tego co wiem, gdzieniegdzie wstrzymano tylko eksport na Litwę. W związku z tym, że podjęli taką decyzję, myślę, że ona dzisiaj zostanie zniesiona i dalej będzie można mięso eksportować.

Mimo, że część zakażonego mięsa trafiła do sklepów i hurtowni w północnych rejonach kraju, nie ma powodów do paniki. W opinii ekspertów, nie ma ryzyka zarażenia się chorobą.

Tadeusz Wijaszka, Państwowy Instytut Weterynaryjny w Puławach – Wiadomo przecież, ze tatara z indyka nie jemy. Mięso indyka jest obrabiane, smażone, pieczone, duszone, gotowane w ostateczności i to w sposób absolutny likwiduje wirus, jeśli on tam w ogóle istnieje.

Resort rolnictwa zapewnił, że poszkodowani właściciele ferm otrzymają odszkodowania, które mają pokryć w całości poniesione przez nich straty. W związku z obecnością wirusa, resort rolnictwa specjalnym rozporządzeniem wprowadził nakaz trzymania i karmienia w zamknięciu. Także woda używana do pojenia, nie może pochodzić ze zbiornika, do którego dostęp ma dziko żyjące ptactwo.

Źródło: Agrobiznes, TVP1