Finansowe tarapaty hodowców trzody

W tym roku wzbogacili się producenci zbóż, zwłaszcza pszenicy zimowej i, paradoksalnie, niektórzy właściciele sadów.

Tadeusz Boczula, rolnik z Gralewa (gm. Santok) ma się z czego cieszyć. – Nie nadźwigałem się w tym roku, a zarobiłem górkę pieniędzy – mówi. Na czym udało mu się zrobić interes?

Na… czarnych porzeczkach. Przyczyniły się do tego wiosenne mrozy, które choć zniszczyły zawiązki owoców, wpłynęły też na rekordowo wysokie ceny w skupie. Za kg porzeczek można było dostać 3 zł 54 gr. Rok temu – raptem 70 gr.

 – Dzięki wysokim cenom, na hektarze porzeczek zarobiliśmy 11 tys. zł – mówi właściciel 18–hektarowej plantacji. – Pozwoliło to pokryć straty z poprzednich lat, gdy do produkcji dokładaliśmy po 30 tys. zł i jeszcze sporo zostało.

O szczęściu mogą mówić tylko ci sadownicy, którym mróz nie zniszczył całej plantacji i w związku z czym mieli, co sprzedawać. Choć zbiory Boczuli sięgnęły zaledwie 40 proc., wystarczyło, by na nich zarobić.

Zarobił na sprzęt

Rolnik z Gralewa zalicza miniony rok do udanych także ze względu na produkcję zbóż. Ceny pszenicy osiągnęły zawrotną sumę 900 zł za tonę (rok temu – 500–600 zł).

 – Złożyła się na to ubiegłoroczna susza, przez którą w całej Unii Europejskiej naruszono zapasy zboża. I kapryśna pogoda w tym roku. Deszczowe lato wywołało wiele chorób grzybowych. Kto na czas nie zrobił oprysków, stracił plony – tłumaczy gospodarz.

Pan Tadeusz zdążył uratować tylko pszenicę zimową. Z hektara zebrał 5,5 tony. Gorzej było z pszenicą jarą (2,5 tony z hektara). Klęską zakończył się zbiór żyta. Nieco lepiej wypadł rzepak. – Uratowały mnie wysokie ceny na zboże w Polsce i w Unii. Mimo niskich plonów, udało się minimalnie zarobić. Nie mam strat – mówi Boczula. Finansowa nadwyżka nie pójdzie jednak na zasłużone wakacje na koniec roku.

 – Planuję kupić nowy sprzęt. Za kombajn zapłacić trzeba 450 tys. zł. Nowy ciągnik kosztuje 250 tys. zł. Dużą pomocą są dopłaty. Za 180 ha dostaję ok. 118 tys. zł – zdradza pan Tadeusz.

Dopłaty za przechowanie

Na miniony rok nie powinni narzekać też hodowcy bydła mlecznego. Mirosław Chyży z Włostowa (gm. Bogdaniec) nie żałuje, że trzyma 16 krów. – Za litr mleka w skupie można już dostać 1 zł 40 gr. To się opłaca – mówi.

Cena mleka może być jeszcze większa, bo mleczarnie toczą zażarty bój o surowiec, którego wciąż brakuje na rynku.

W finansowym dołku znaleźli się natomiast hodowcy trzody. Cena za żywiec jest niska – w skupie to ok. 3 zł 80 gr za kg. Na dodatek żywca na rynku jest tak dużo, że masarnie nie mają miejsca, by go przechowywać. Agencja Rynku Rolnego proponuje dopłaty tym, którzy mają prywatne chłodnie i mogą przetrzymać u siebie półtusze. Wnioski można składać w ARR od minionego poniedziałku (29 października).

Źródło: Gazeta Lubuska