Gęsi jadą za Odrę

 – Naszym głównym odbiorcą są Niemcy i dostarczamy gęsie mięso niemal na talerze – mówi Mariusz Szymkowiak, prezes gorzowskiej spółki Animpol.

Niemieckiej tradycji jedzenia gęsi w listopadzie oraz przede wszystkim na Boże Narodzenie, podporządkowany jest cały cykl hodowlany, od wylęgu do uboju ptaków. – Sprzedajemy całe mrożone tuszki, albo tylko zapakowaną razem pierś z udem. Jesteśmy jednym z najmniejszych dostawców gęsiny na niemiecki rynek, ale wygrywamy konkurencję tym, że nasze gęsi hodowane są w naturalnych, ekologicznych warunkach – mówi prezes.

O sile tradycji i konkurencji Animpol przekonał się, próbując w minionym roku sprzedawać w Niemczech kaczki, a gęsi jeszcze w Austrii. – Przegraliśmy z kaczką francuską, droższą, ale lepszą. A Austriacy wolą kupować gęsi węgierskie, czyli swoje, bo widocznie ciągle mają sentyment do monarchii austro–węgierskiej – wyjaśnia Szymkowiak.

Na gęsiach Animpol dobrze zarabia jeszcze w dalekich Chinach i Japonii. Gęsie łapy kupują Chińczycy, którzy produkują się z nich afrodyzjaki. Z kolei pierze kupują Japończycy, aby wypychać nimi poduszki i kołdry, które jako tradycyjny prezent ślubny dostają młode pary. – Ta tradycja też nam ratuje sprzedaż, bo z powodu ocieplania się klimatu, znacznie mniej pierza odbierają producenci kurtek puchowych – twierdzi Szymkowiak.

Źródło: Gazeta Lubuska