Ceny zbóż, notowania, aktualności

Wieprzowina ginie w szarej strefie

Wieprzowina ginie w szarej strefie
Ponad 2 mln świń w Polsce umyka weterynaryjnym statystykom. Albo ubijają je rolnicy na własne potrzeby, albo sprzedają w szarej strefie, niezbadane przez weterynarzy.

Od lat w Polsce występują różnice w danych o ubojach zwierząt podawanych przez Główny Urząd Statystyczny i inspekcję weterynaryjną. W ubiegłym roku według GUS na rzeź poszło 22,7 mln świń. Ale w rzeźniach pod nadzorem weterynaryjnym ubito tylko 20 mln.

 – Rolnicy bardzo często sami pozyskują mięso i produkują przetwory, mam nadzieję, że jedynie na własny użytek. Niestety, nie ma obowiązku badania mięsa, jeśli rolnik nie wprowadza go do obrotu, awięc – formalnie – nie sprzedaje – wyjaśnia Ewa Lech, główny lekarz weterynarii.O tym, że niezbadane mięso trafia do przetwórni, przekonali się niedawno konsumenci z województwa zachodniopomorskiego.W tym miesiącu 184 osoby zachorowały na włośnicę po zjedzeniu kiełbasy przygotowanej z wieprzowiny. Zakażone larwami włosienia mięso dostarczyła ubojnia w Stuchowie do firmy Rol–Banc.

GUS określa szacunkowo liczbę zwierząt rzeźnych. Liczba ta obejmuje zarówno zwierzęta ubite, wyeksportowane z Polski, jak i ubijane w gospodarstwach na własny użytek. Inspekcja weterynaryjna gromadzi dane tylko z polskich zakładów.

Różnice w statystykach weterynarii i GUS są duże także w przypadku cieląt, owiec i koni. Jest tak, bo większość cieląt sprzedajemy za granicę, podobnie rzecz ma się z owcami i końmi. U nas nie ma bowiem takiej tradycji spożywania baraniny, jagnięciny i koniny, jak np. w Wielkiej Brytanii czy we Włoszech. Potwierdzają to danedotyczące eksportu zwierząt żywych.

W przypadku świń jest jednak inaczej. W ubiegłym roku wysłaliśmy za granicę 617 tys. sztuk żywca wieprzowego. To oznacza, że ponad 2 mln sztuk rozpłynęło się w Polsce.

 – Nie sądzę, by rolnicy ubijali zwierzęta tylko na własne potrzeby, bo stanowi to 10 proc. zwierząt trafiających na rzeź. Na targowiskach pojawia się niezbadane mięso, ostatnio głośny był przypadek włosienicy w Zachodnio–pomorskiem. Ale najgorsze, że w ten sposób dajemy argumenty Rosjanom za utrzymywaniem embarga – komentuje Marek Sadkowski, prezes zakładów mięsnych w Bydgoszczy BYD–MEAT.

Jego zdaniem potrzebne są większe kontrole weterynaryjne u hodowców i skuteczniejsze działania inspekcji handlowej.

Źródło: Rzeczpospolita

Powrót do aktualności