Kto bierze dopłaty?

Niespełna 6 proc. polskich rolników pobiera aż 40 proc. unijnych dopłat bezpośrednich – wynika z najnowszego raportu Komisji Europejskiej. Czy obecny system dysponowania pieniędzmi sprzyja polskiemu rolnictwu?

Dopłaty bezpośrednie mają znaczenie i ekonomiczne, i społeczne. Z jednej strony pozwalają na obniżenie kosztów produkcji, zapobiegają wzrostowi cen żywności, dają środki na rozwój gospodarstw oraz ich bieżącą działalność. Z drugiej strony pozwalają przetrwać małym, niskotowarowym gospodarstwom, zapewniając ich właścicielom środki do życia. Taka jest idea.

Tymczasem z najnowszego raportu Komisji Europejskiej wynika, że niespełna 6proc. polskich rolników pobiera aż 40 proc. unijnych dopłat bezpośrednich. Niby nic dziwnego, bo duże gospodarstwa biorą więcej. Czy jednak taka sytuacja wspomaga przemiany na polskiej wsi?

Urzędnicy odpowiedzialni za rolnictwo mają nadal do rozwiązania problem prawidłowego rozdysponowania unijnego wsparcia. Założenie jest proste. Dopłaty powinny trafiać do rolników producentów, a nie osób związanych z rolnictwem jedynie formalnie. Stąd różne "filtry" mające ograniczać wypłaty pomocy "rolnikom z Marszałkowskiej". Czy jednak stosowane zapory są skuteczne i jak obowiązujące prawo wpływa na realizację polityki wspierania rozwoju modelowego, polskiego gospodarstwa.

Przecież tylko przez prostą realizację prawa do dopłaty bezpośredniej nieliczna grupa krajowych latyfundystów zabiera blisko połowę pieniędzy. A są to dane z najnowszego raportu Brukseli o subsydiach rolnych, który objął już nowe kraje członkowskie.

Według Komisji Europejskiej w 2005 roku do 6 proc. naszych rolników trafiło aż 40 proc. unijnych dopłat bezpośrednich. Pozostałymi pieniędzmi unijnymi dzieli się niespełna 900 tys. farmerów. Za ten rok dostaną ok. 3,5 mld zł. Według Komisji aż 16 proc. pomocy przypada na zaledwie 0,6 proc. gospodarstw. Jeśli znów odnieść te dane do dotacji wypłacanych za ten rok, to grupa ok. 9 tys. rolników podzieli między siebie około 1,4 mld zł.

Z podanych wyżej liczb jasno wynika, że jest to konsekwencja stosowania wspólnej polityki rolnej, w której pomoc uzależniono od obszaru gospodarstwa. Nasuwa się więc pytanie czy to sprawiedliwe. Bo przecież praktycznie ogromne gospodarstwa rolne to już przedsiębiorstwa, które korzystają z większości przywilejów i praw należnych dużym firmom, a wsparcie obszarowe to dla nich dodatkowe i wcale niemałe pieniądze. Właścicielem takiego gospodarstwa wcale nie musi – i często nie jest – rolnik. Ponadto z dopłat korzystają również firmy z rolnictwem mające niewiele wspólnego poza oczywistym faktem posiadania ziemi. Czy taka sytuacja wspiera czy ogranicza rozwój polskiego modelu gospodarstwa rolnego?

Źródło: Agrobiznes, TVP1