Paszowe absurdy

Dopłaty bezpośrednie mają na celu wspomożenie producentów mleka – tymczasem okazuje się, że wielu rolników z nich nie skorzysta. Dodatkowe dopłaty do powierzchni paszowych, będą przysługiwać tylko do trwałych użytków zielonych. A są takie tereny gdzie rolnicy mają posiane trawy praktycznie tylko na gruntach ornych.

Te tereny to północne Mazowsze a dokładnie wieś Kołaczków. Producentów mleka planowane zmiany w stawkach dopłat bezpośrednich nie cieszą. Powód jest tylko jeden. Rolnicy nie mają, co liczyć na to, że dostaną dodatkowe dopłaty paszowe.

Nie wystarczy mieć bowiem krowy zarejestrowane w odpowiednim okresie referencyjnym. Trzeba mieć jeszcze trwałe użytki zielone. Zdaniem rolników jest to dla nich bardzo krzywdzące. Tym bardziej, że na początku resort rolnictwa zapowiadał, że dopłaty będą nie tylko do trwałych użytków zielonych, ale także do traw zasianych na gruntach ornych. Co na to ministerstwo rolnictwa?

 – Po pierwsze rolnicy sami podjęli decyzję czy łąki uprawiane na gruntach ornych zadeklarowali jako trwałe czyli zgodnie z definicją unijną 5 lat na tej samej działce – mówi Zofia Krzyżanowska, doradca ministra rolnictwa.

Zdaniem resortu rolnictwa producenci nic jednak na tym nie stracą. – Jeżeli to są mieszanki traw, koniczyny czy innych pastewnych, to one uzyskują obecną płatność, czyli tu nic nie zmieniamy – dodaje Krzyżanowska.

Rolników jednak takie tłumaczenie nie przekonuje – w tej sytuacji nic nie zyskają, a liczyli na coś zupełnie innego.

Okazuje się, że zmiany nie wszystkim wyjdą na dobre. Bo stracą na nich nie tylko tak zwani rolnicy z marszałkowskiej, ale także ci którzy naprawdę ciężko pracują.

Źródło: Agrobiznes, TVP1