Susza i… po suszy

Pomoc suszowa wywołuje wciąż wiele kontrowersji. Ministerstwo Rolnictwa przekonuje, że pieniądze od dawna powinny być już we wszystkich gminach. Nie ma, zatem żadnych przeszkód, aby trafiły one do rolników. Problem w tym, że i tak wszyscy zasiłków klęskowych nie dostaną.

Z raportów klęskowych wynika, że największe straty tegoroczna susza spowodowała w województwach: wielkopolskim, kujawsko–pomorskim, mazowieckim, łódzkim i warmińsko–mazurskim. Pierwszą formą wsparcia, na jaką mogli liczyć rolnicy były kredyty klęskowe.

W drugiej kolejności uruchomiono zasiłki suszowe. Zdaniem Ministerstwa Rolnictwa w niektórych gminach pieniądze nie zostały wypłacone rolnikom na czas.

 – Jeżeli takie sygnały będą będziemy kierować sprawę do prokuratury jest to popełnione przestępstwo po prostu – zapowiada Andrzej Lepper.

Na zasiłki suszowe przeznaczono blisko 500 milionów złotych. Pieniędzy na pewno wystarczy dla wszystkich, którzy spełniają odpowiednie warunki. A nie było to wcale łatwe. Przede wszystkim trzeba było oszacować straty.

Wielu rolników nie zrobiło tego myśląc, że protokół sporządzony przez komisję będzie wymagany tylko do zaciągnięcia kredytu klęskowego. Ponadto na pomoc mogli liczyć tylko ci rolnicy, u których straty wynosiły ponad 30 proc.

Wojciech Witczak wójt gminy Stanisławów: – Kryteria są niestety tak znowu ustalono, aby państwo wydało jak najmniej pieniędzy.

Na pomoc nie mogą liczyć rolnicy nie ubezpieczeni w KRUSIE.

Wiesław Przedpełski wójt gminy Babodszewo: – Ci pomimo, że stwierdzono u nich szkody suszowe nie mogą uzyskać pomocy finansowej.

A już najmniej zrozumiały wymóg to posiadanie gospodarstwa o powierzchni, co najmniej 1 hektara przeliczeniowego. Rolnicy, którym brakowało chociażby kilku procent do uzyskania tej wielkości nie mają, co liczyć na wypłatę zasiłku suszowego.

Źródło: Agrobiznes, TVP1