Podejrzane mięso nie pochodziło z Polski?

Żaden z transportów mięsa, zakwestionowanych przez rosyjskie władze nie pochodził z Polski ani nie był przewożony przez nasze terytorium – dowiedziała się nieoficjalnie IAR.

Takie są wnioski ze śledztwa tarnowskiej prokuratury w sprawie sfałszowania wszystkich świadectw weterynaryjnych, zakwestionowanych przez Rosję. Sprawa ta stała się pretekstem do nałożenia embarga na import polskiej żywności.

Trwające prawie rok śledztwo Prokuratury Okręgowej w Tarnowie zostało w październiku umorzone z powodu niewykrycia sprawców. Rzeczniczka prokuratury Bożena Owsiak powiedziała IAR, że 24 świadectwa weterynaryjne zostały prawdopodobnie podrobione poza terytorium Polski przez osoby rosyjskojęzyczne. Bożena Owsiak powiedziała, że zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa złożył Główny Lekarz Weterynarii. Jak się dowiedziała nieoficjalnie IAR w ministerstwie rolnictwa do Tarnowa trafiły wszystkie przypadki kwestionowanych przez Rosję dokumentów.

Świadectwa, które zostały sfałszowane między 29 czerwca a 10 września 2005 roku, dotyczyły 24 transportów wątroby wołowej o łącznej wadze blisko 500 tysięcy ton. Mięso, pochodzące rzekomo z tarnowskiej filii Zakładów Mięsnych w Sokołowie Podlaskim, miało być dostarczone z Polski do Rosji od czerwca do sierpnia zeszłego roku. Jako nadawcę wymieniono w świadectwach firmę „Sokołów Eksport” z Warszawy, a jako środki transportu ciężarówki litewskie i rosyjskie. Śledztwo wykazało jednak, że mięso pochodziło w rzeczywistości ze Stanów Zjednoczonych i nawet tranzytem nie było przewożone przez Polskę. Według polskiej prokuratury mięso przywieziono drogą morską do Kłajpedy na Litwie, a później przez Kowno do Moskwy, skąd miało trafić do Kazachstanu.

Instytut Ekspertyz Sądowych w Krakowie potwierdził, że świadectwa weterynaryjne zostały sfałszowane. Podrobiono w nich blankiety i umieszczone na nich hologramy, a także pieczęcie i podpisy, które zostały zakwestionowane przez władze rosyjskie. Analiza sfałszowanych świadectw wykazała, że zostały one prawdopodobnie podrobione poza Polską. Sprawca miał bowiem dostęp do listów przewozowych mięsa, znajdujących się w Kownie i w Moskwie, i skopiował z nich do fałszywych świadectw dane, dotyczące amerykańskich transportów. Występujące w świadectwach błędy językowe wskazują natomiast, że sprawca posługiwał się językiem rosyjskim. Osoby sprawcy lub sprawców nie udało się jednak ustalić. Sprawę przekazano władzom rosyjskim, gdyż sfałszowane dokumenty zostały użyte na terytorium Rosji.

Źródło: Rzeczpospolita