Nie będzie wolnego handlu na świecie

Stany Zjednoczone są gotowe udostępnić swój rynek bawełny najbiedniejszym producentom. To największe osiągnięcie trzeciego dnia obrad Światowej Organizacji Handlu w Hongkongu.

I chyba nie można liczyć na wiele więcej. Dokładnie widać, jak z dnia na dzień oczekiwania maleją. Amerykanie dopłacają do upraw bawełny u siebie 4 mld dolarów. W efekcie bawełna amerykańska jest znacznie tańsza nawet na rynkach tych producentów, gdzie praca kosztuje o wiele mniej niż w USA. – Oni eksportują bawełnę, po co więc mieliby kupować ją od nas? To, czego potrzebujemy, to zniesienie subsydiów – mówił wczoraj rozzłoszczony Francois Taore, prezes Afrykańskiego Stowarzyszenia Producentów Bawełny. Jak więc można się było spodziewać, amerykańska propozycja nie doprowadziła do przełomu.

Wcześniej sądzono, że podczas konferencji ministerialnej w Hongkongu uda się doprowadzić do opracowania projektu tekstu ostatecznej umowy liberalizującej światowy handel, zarówno rolny, jak i artykułami przemysłowymi i usługami. W efekcie, setki milionów ludzi żyjących w najbiedniejszych krajach świata miały z czasem otrzymać szansę wydostania się z nędzy. O tym już nikt nie wspomina.

Różnice zdań pomiędzy bogatymi i biednymi, ale też i między samymi bogatymi są tak głębokie, że musiałby stać się cud, aby po dniach sporów doszło wreszcie do omawiania konkretów. Pozostały jeszcze trzy dni. To, co może jeszcze się uda załatwić, to udostępnienie rynku nieograniczonego cłami i kontyngentami 49 najbiedniejszym krajom świata, w których mieszka 700 milionów ludzi.

Ale wszystko wskazuje na to, że i z tym będą kłopoty. Amerykanie nie kwapią się z otwarciem, nawet w takich rozmiarach, swojego rynku cukru i tekstyliów. Japonia nie ma zamiaru otworzyć chronionego wyjątkowo szczelnie rynku ryżu, a Unia Europejska z kolei ani myśli o odejściu od subsydiowania eksportu rolnego.

Źródło: Rzeczpospolita