Polska oczekuje zniesienia zakazu importu

Po 20 grudnia w Moskwie dojdzie do rozmów w sprawie zniesienia zakazu importu polskich artykułów spożywczych. Do tego czasu nie zdążymy wskazać winnych fałszowania świadectw weterynaryjnych i fitosanitarnych, które zablokowały handel.

Wcześniej, 14 grudnia, do Rosji pojadą urzędnicy niższego szczebla. Będzie to spotkanie robocze, które poprzedzi rozmowy Siergieja Dankwerta, stojącego na czele rosyjskiej Federalnej Służby ds. Nadzoru Weterynaryjnego i Fitosanitarnego, z szefami polskich inspekcji odpowiedzialnych za bezpieczeństwo produktów roślinnych i mięsa. Jak dowiedziała się „Rz”, dojdzie do nich po 20 grudnia. Rząd polski spodziewa się, że rozmowy doprowadzą do zniesienia zakazu importu żywności przez wschodniego sąsiada. Nasi producenci nie mogą eksportować mięsa do Rosji od 10 listopada, a produktów roślinnych od 14 listopada.

Wznowienie handlu jest ważne szczególnie dla eksporterów owoców i warzyw. Od 1 stycznia do końca czerwca każdego roku w Rosji obowiązują niższe stawki celne na te produkty i właśnie wtedy eksport warzyw i owoców z Polski jest największy.

 – Rosjanie oczekują, że wyśnimy, jakich zmian dokonaliśmy w nadzorze weterynaryjnym i sanitarnym – powiedział „Rz” LechRóżański, sekretarz stanu w Ministerstwie Rolnictwa.

Podczas spotkania ekspertów w przyszłym tygodniu poinformujemy Rosjan m.in. o zaostrzeniu kontroli, również na granicach, oraz o nawiązaniu współpracy ze służbami celnymi na Litwie (większość towarów z fałszywymi świadectwami trafiała do Rosji przez ten kraj).

Do tej pory nie wykryto winnych fałszowania świadectw weterynaryjnych i fitosanitarnych. Prokuratura Okręgowa w Tarnowie, która wyjaśnia okoliczności sfałszowania 24 świadectw eksportowych w Zakładach Mięsnych Jarosław, nikomu nie postawiła zarzutów. – Nie mamy dowodów na to, że w zakładzie doszło do popełnienia przestępstwa – informuje Bożena Owsiak, rzecznik prasowy tarnowskiej prokuratury.

Śledczym udało się do tej pory ustalić, że świadectwa zostały podrobione, ponieważ na wszystkich znajduje się ten sam numer seryjny. Tarnowska prokuratura stwierdziła także, że na dokumentach widnieje sfałszowany podpis powiatowego lekarza weterynarii. Fałszerstwo dotyczy eksportu 500 ton wątroby, wysyłanej do Rosji od czerwca do sierpnia, a produkowanej w Jarosławiu od 21 do 25 maja.

 – Ilość ta znacznie przekracza możliwości przetwórcze zakładu należącego do Sokołowa – mówi Bożena Owsiak. Odbiorcą mięsa były dwie firmy rosyjskie. Prokuratura nie wyklucza, że w podrabianiu świadectw brała udział polsko-rosyjska grupa przestępcza. Świadczą o tym m.in. błędy w polskich nazwach i nazwiskach.

Do tej pory niczego także nie wykazało śledztwo w sprawie fałszowania świadectw w Zakładach Mięsnych Polish Farm Meat w Stanisławowie w województwie mazowieckim, prowadzone przez Prokuraturę Okręgową w Siedlcach. Prokuratorzy przesłuchują świadków, zgromadzili 430 świadectw weterynaryjnych z zakładu w Stanisławowie. Nie ma jednak dowodów, że są to dokumenty fałszywe.

Z doniesienia do prokuratury złożonego przez inspekcję weterynaryjną wynika, że PFM sprzedawały do Rosji mięso nieprodukowane przez tę firmę. Pochodziło ono prawdopodobnie z zakładów niemających uprawnień eksportowych do Rosji. Główny lekarz weterynarii podjął decyzję o wstrzymaniu uprawnień eksportowych PFM.

Polskie służby weterynaryjne nie potwierdziły natomiast zarzutów Rosjan wobec zakładu z Wielkopolski. – Kontrole w zakładzie i na przejściu granicznym w Białej Podlaskiej wykazały, że z Polski wyjechało mięso w oryginalnie zaplombowanych kontenerach – mówi „Rz” Krzysztof Jażdżewski, główny lekarz weterynarii.

Prokuratorzy mogliby przyspieszyć śledztwo, gdyby strona rosyjska przekazała oryginały sfałszowanych świadectw. – Nadal dysponujemy jedynie kopiami dokumentów – przyznaje Lech Różański.

Źródło: Rzeczpospolita