Polska broni dopłat

Unijna propozycja zmniejszenia ochrony rynku rolnego o 70 procent stanu obecnego wzbudziła wielkie emocje w krajach członkowskich.

Grupa 14 państw, którym przewodzi Francja i wśród których jest Polska, stanowczo domaga się większej ochrony. Wielka Brytania i kraje nordyckie dążą do jak najszybszej liberalizacji.

To mniej więcej taki sam rozkład sił jak podczas debat na temat zreformowania wspólnej polityki rolnej. W przyszłym tygodniu, w środę i czwartek, ministrowie rolnictwa Unii Europejskiej spotkają się na nadzwyczajnym posiedzeniu. W czasie rozmów komisarz ds. handlu Peter Mandelson, który złożył unijną propozycję, będzie starał się obronić ją przed krajami starającymi się chronić rolnictwo za wszelką cenę.

Polska jest przeciwna liberalizacji światowego handlu. Nie zrezygnujemy ze wspierania rolnictwa, dlatego wraz z 12 państwami, m.in. Francją, Hiszpanią, Irlandią i Włochami, podpisaliśmy się pod listem, w którym nie popieramy stanowiska Komisji Europejskiej.

 – Komisja Europejska dała w negocjacjach handlowych wystarczająco dużo koncesji i nic za to w zamian nie dostała – podkreśla Tomasz Ostaszewicz z resortu gospodarki.

Dwa ważne powody ochrony rolnictwa

Na ochronie rolnictwa Polsce zależy z dwóch powodów. Po pierwsze, w ostatnich latach nasz eksport rolno-spożywczy szybko rósł. Po drugie, unijne dopłaty bezpośrednie dla rolników są korzystne dla naszego budżetu i rozliczeń z Brukselą.

 – Negocjacje w ramach rundy z Dauhy nie mogą doprowadzić do tego, że przestanie istnieć wspólna polityka rolna albo że zrezygnujemy z ochrony wrażliwych sektorów – przekonuje Izabela Lewandowska, dyrektor Departamentu Integracji Europejskiej w Ministerstwie Rolnictwa.

Polska przygotowała listę 35 wrażliwych produktów rolnych, takich jak masło, mleko w proszku, tytoń, wieprzowina, drób, owoce miękkie, koncentrat soku jabłkowego czy cukier i słodycze. Chcemy chronić rodzime towary przez stosowanie wysokich stawek celnych bądź kontyngentów importowych.

 – Jeśli zostaną zlikwidowane dopłaty, to muszą zniknąć wszelkie formy wsparcia rolnictwa, które wpływają na ceny żywności – dodaje Izabela Lewandowska.

Zgadzamy się natomiast z propozycją Komisji Europejskiej dotyczącą redukcji subsydiów eksportowych. Stany Zjednoczone postulują, by subsydia te zniknęły do2010 r. Zaproponowały ponadto zredukowanie o 60 proc. krajowego wsparcia wpływającego na ceny produktów rolnych, czyli np. cen interwencyjnych. Będzie to miało wpływ m.in. na rynek cukru. Polska dąży do tego, by redukcja cen interwencyjnych była rozciągnięta jak najdłużej w czasie.

Pieniądze dla wsi i tak będą

Rolnicy mogą być spokojni o wsparcie na inwestycje proekologiczne oraz służące podnoszeniu standardów bezpieczeństwa i dobrostanu zwierząt. Komisja Europejska nie zrezygnuje z dotowania tych sektorów. Mają także być zachowane dopłaty bezpośrednie.

Eksperci uspokajają, że podczas negocjacji zawsze zaczyna się robić nerwowo, kiedy rozmowy dotyczą konkretów. – Zbliżamysię do decydującej fazy negocjacji WTO. Dotychczas dyskusja toczyła się o taktyce negocjacji, a nie o szczegółach. Mimo to osiągnięcie porozumienia jest możliwe jeszcze w tym roku – uważa Tomasz Ostaszewicz.

Francuzi są jednak rozwścieczeni i uważają, że unijny komisarz ds. handlu przekroczył swoje uprawnienia, bo nie miał prawa przedstawiać propozycji bez porozumienia ze wszystkimi członkami UE. Tym bardziej że wiedział o liście – wówczas jeszcze 13 – państw (Węgry dołączyły później), w którym zostały wyznaczone „czerwone linie”, jakich w negocjacjach przekroczyć nie można.

Propozycja „70 procent” redukcji dopłat rolnych oraz obniżenia ceł i innych środków pozataryfowych chroniących rynek rolny linie te znacznie przekracza. Nie wspominając nawet o tym, że Stany Zjednoczone domagały się odUnii Europejskiej zmniejszenia ochrony rynku aż o 80 procent po to, by dojść do takich samych barier handlowych, jakie stosują obecnie USA.

Propozycję amerykańską, także o osłabienie ochrony rynku rolnego o 80 procent, zdecydowanie odrzucili Japończycy, którzy ocenili ją jako zupełnie pozbawioną realizmu.

Potężni oponenci

 – Uważam, że takie spotkanie to bardzo dobry pomysł – mówił wczoraj Peter Mandelson. Jego zdaniem stworzy to okazję do uzyskania całkowitej przejrzystości negocjacji i da unijnym negocjatorom mandat do ich prowadzenia.

Dopóki nie będzie porozumienia w sprawie redukcji ceł i dotacji rolnych, dopóty nie dojdzie do rozmów o liberalizacji usług i przemysłu.

Peter Mandelson ma jednak potężnych oponentów. Jednym z nich jest francuski prezydent Jacques Chirac, dla którego ochrona francuskich producentów rolnych stała się jedną z głównychmisji jego prezydentury. W osobistym liście, skierowanym do przewodniczącego Komisji Europejskiej José Manuela Barroso, prezydent Francji wskazuje, że postępowanie komisarza ds. handlu jest niestosowne. Niemniej jednak oczywiste jest, że Mandelson musiał jakąś unijną propozycję położyć na stole negocjacyjnym.

Nie tylko prezydent Francji wyraźnie daje odczuć swoją irytację. Protestują także unijne organizacje rolnicze, które są zdania, że Mandelson nie zrobił żadnego wysiłku i przedstawił ofertę, która postawiła UE w gorszej pozycji przetargowej.

„Nie rozumiemy, dlaczego komisarz handlowy Peter Mandelson zdecydował się na takie ustępstwa w sytuacji, kiedy Stany Zjednoczone od początku wystawiły się na pośmiewisko. I stało się to zaledwie kilka dni po tym, gdy unijni ministrowie wyraźnie mu powiedzieli, że nie może składać żadnych ofert, które szłyby dalej, niż to zostało ustalone” – czytamy w oświadczeniu unijnego stowarzyszenia rolników COPA-COGECA.

Źródło: Rzeczpospolita