Nie chciane grupy producenckie

Są chyba tak stare, jak kraje starej Unii Europejskiej. I działają z dużym powodzeniem. U nas to nadal rzadkie zjawisko. Dlaczego polscy producenci nie chcą się łączyć w grupy, mimo, że są na to pieniądze?

Eksperci twierdzą zgodnie. Typowo polskie gospodarstwa a więc 5 – 6-cio hektarowe, nie są w stanie samodzielnie konkurować na unijnym rynku. I choć brzmi to górnolotnie – szansą jest tylko współdziałanie. Najlepiej w grupie producentów rolnych.

Do takiego wniosku doszli rolnicy z powiatu kaliskiego, którzy założyli całkiem nieźle prosperującą grupę producencką. Nie wszyscy jednak chcą się zrzeszać. Czyżby grupy przywodziły rolnikom na myśl złe doświadczenia z minionych lat?

 – Rolnicy stwierdzili, że oni jakoś tak nie bardzo wierzą w spółki, bo im się źle kojarzą. – mówi Stanisław Jastrzębski, wójt gminy Długosiodło.

A szkoda, bo zdaniem wójta już teraz w okolicach Wyszkowa mogłyby powstać przynajmniej dwie grupy skupiające producentów mleka i trzody chlewnej. Tym bardziej, że są na to pieniądze. ARIMR na wsparcie dla nowopowstałych grup producenckich przeznaczyła prawie 25 milionów euro. Do tej pory rozdysponowała ponad 6 mln. To mało, bo droga do funduszy nie jest trudna. Grupa producencka ma 6 miesięcy na złożenie wniosku do agencji i to inicjuje program wsparcia, które maksymalnie może wynieść 100 tysięcy euro.

Ze wsparcia mogą skorzystać producenci zbóż, buraków cukrowych, produktów ekologicznych, regionalnych, ziemniaków i roślin ozdobnych. Na pieniądze mogą również liczyć hodowcy zwierząt.

Źródło: Agrobiznes, TVP1