Polskie produkty zdobywają zachodnioeurpejskie sieci handlowe

Polskie szynki, kiełbasy, mięso, przetwory mleczne, powoli ale skutecznie zdobywają zachodnioeuropejskie sieci handlowe. Najprościej można powiedzieć, że to nic dziwnego, bo nasze artykuły spożywcze zawsze były smaczne, a teraz po prostu nauczyliśmy się je sprzedawać. Racja, jednak takie stwierdzenie to dopiero mały fragment recepty na sukces. Nie byłby on możliwy bez ogromnej pracy jaką musieli wykonać polscy producenci i przedsiębiorcy.

Od pierwszego dnia wstąpienia Polski do Unii Europejskiej zaczęły obowiązywać przepisy o dostosowaniu zakładów przetwórstwa mięsnego do standardów wymaganych w zjednoczonej Europie. Firmy, które nie spełniały wyśrubowanych norm, a wyraziły chęć funkcjonowania na rynkach UE zostały zobowiązane do dokonania modernizacji zakładów w ściśle określonych terminach.

Wiele zakładów, ogromnym wysiłkiem (presja czasu i koszty) wykonało niezbędne remonty i zakupiło nowoczesne linie produkcyjne. Wiele zostało zbudowanych od nowa. Dziś można powiedzieć, że większość zakładów, które chcą sprzedawać swoje wyroby na rynkach europejskich, spełniają wszystkie wyśrubowane normy higieniczne i jakościowe. Dodatkowo, wbrew oczekiwaniom sceptyków, wejście Polski do Unii Europejskiej nie spowodowało zalewu naszego rynku artykułami spożywczymi z piętnastki.

To jasne strony produkcji i zbytu naszej żywności. Ale wielu specjalistów przypuszcza, że są również i ciemne, a te możemy poznać już w najbliższym tygodniu. A że sprawa jest poważna niech świadczy determinacja rządu, który ogłosił, że wydaje wojnę nielegalnemu handlowi mięsem!!! O co chodzi? Najprościej wszystko za sprawą liczb, a ściślej komunikatu Głównego Urzędu Statystycznego, według którego w Polsce „znika” rocznie 3 mln sztuk świń! A to aż 15 proc. tego co się rodzi. Muszą więc one trafiać do spożycia poza oficjalnym obiegiem – statystykami, wszelką kontrolą weterynaryjną i sanitarną.

Sprzedawane z samochodów i koszyków na targowiskach i ulicach, takie mięso może być przyczyną chorób, a nawet śmierci – ostrzegają weterynarze. Na taka projekcje rzeczywistości nakłada się dodatkowo historia z kwietnia tego roku, gdy Polskę obiegła porażająca wiadomość. Jeden z gigantów przetwórstwa mięsa „uzdatniał” przeterminowane wędliny. Prawda czy fałsz? Czy to możliwe by nowoczesny zakład, produkujący setki ton wędlin o ugruntowanej marce, pozwalał sobie na tak małe oszustwa? Przypadek, drobna nieuczciwość, błąd w nadzorze, czy może za parawanem nowoczesności funkcjonuje drugi obieg jakości. I wcale nie związany jest on jedynie z drobnymi fermami, handlarzami żywcem i małymi, nielegalnymi masarniami. A zatem co z bezpieczeństwem żywności? Czy za te same pieniądze jakie płaci konsument, skazany jest na kupowanie wyrobów lepszych albo gorszych (odmiana rosyjskiej ruletki).

Ale bezpieczeństwo żywności to również bieżące zagrożenia epidemiami stad zwierząt, z możliwością przeniesienia choroby na ludzi. Po falach BSE, obecnie coraz częściej mówi się o ptasiej grypie i prawdopodobieństwie jej przeniesienia ze Wschodu do naszego kraju, miedzy innymi przez ptactwo wędrowne. A o tym, że należy nawet na zimne dmuchać, świadczy reakcja rządu Holandii, który zdecydował, że rolnicy w tym kraju nie maja prawa wypuszczać drobiu na świeże powietrze. sytuacji sprzedawać i promować za granicą mięso i przetwory drobiowe. Drugi wariant rozwoju sytuacji to epidemia ptasiej grypy w Polsce. Czy są na nią przygotowane służby weterynaryjne i sanitarno epidemiologiczne. I czy świadomi zagrożenia są hodowcy drobiu, zarówno ci mający wielkie fermy, jak i drobni rolnicy, właściciele kilkunastu sztuk kur czy gęsi. A jak chronić przed chorobą konsumentów? Zatem wracamy do kwestii bezpieczeństwa żywności.

Źródło: Agrobiznes, TVP1