Unijne dopłaty dla rolników mają być wcześniej

Najpierw susza, potem deszcze – pogoda w tym roku doprowadziła rolników do rozpaczy. – Jest szansa na wcześniejsze dopłaty – zamiast od 1 grudnia, rolnicy zaczęliby je dostawać od 16 października – powiedział nam minister rolnictwa.

Siedzę na kombajnie, rozglądam się na lewo i prawo i widzę czarną pszenicę, a powinna być żółta – mówi Zbigniew Kaszuba, rolnik spod Człuchowa na Pomorzu. Tłumaczy: – Spodziewaliśmy się mniejszych plonów z powodu suszy, ale teraz wiemy, że dodatkowo będą jeszcze słabej jakości. Pszenica jest beznadziejna, porasta na pniu, pójdzie na paszówkę zamiast na mąkę.

Kiedy rolnicy mówią, że zboże „porasta na pniu”, to znaczy, że ziarno w kłosach zamiast wysychać przed zbiorem, zaczyna kiełkować, a więc nie będzie nadawało się na mąkę. Takie właśnie czarne zboża są teraz na całej północy kraju.

Tu żniwa dopiero się rozkręcają – rolnicy zebrali jedynie ok. 10-15 proc. zbóż. Szczyt będzie w tym tygodniu – rolnicy zaczną zbierać pszenicę.

Jeszcze przed trzema tygodniami wydawało się, że pszenica nadaje się do zbiorów – susze, jakie nawiedziły ten region na wiosnę i początku lata, sprawiły, że kłosy dojrzały wcześniej niż zwykle. Kiedy rolnicy szykowali się, by wskoczyć na kombajny, przyszła fala deszczy, i to one spowodowały opóźnienie. Do tego dojrzałe już ziarno pod wpływem wilgoci zaczęło w kłosach kiełkować. Rolnicy patrzą więc na pszenicę z przerażeniem. Wiedzą, że nie zarobią, bo inwestowali w nią jak w pszenicę konsumencką, a zbiorą znacznie tańszą – paszową.

Na przeciwnym krańcu Polski, na Lubelszczyźnie, jest znacznie lepiej – rolnicy zebrali już ok. 30 proc zbóż. Tu na wiosnę padało i zboża rosły stosunkowo dobrze i wolniej. Dlatego ostatnie deszcze aż tak nie zaszkodziły ziarnu. Jednak i tu zbiory będą słabsze niż zeszłoroczne, a ceny skupu są niższe.

 – Z hektara zbieram po 6 ton, o 1,5 tony mniej niż w zeszłym roku – mówi Krzysztof Bojar spod Biłgoraja, który samej pszenicy uprawia ok. 400 ha. – Do tego cena w tym roku jest gorsza. Ale i tak już widać, że będzie wyższa, niż się zapowiadało – dodaje. A zapowiadało się, że w czasie żniw rolnicy za pszenicę będą dostawali 330-340 zł za tonę. Młyny rozpoczęły skup od 400-420 zł i wszyscy spodziewają się wzrostów, aż do zrównania z ceną interwencyjną, czyli ok. 450 zł za tonę.

 – Po prostu młynarze już się zorientowali, że dobrego zboża na mąkę będzie bardzo mało. Nawet u nas pszenica porasta, a podobno tu jest znacznie lepiej niż w innych regionach kraju. – mówi Bojar – Większość tego, co zbiorą w tym roku rolnicy, będzie się nadawała tylko na pasze dla zwierząt.

 – Ten rok ostatecznie udowodni, że wynegocjowaliśmy złe warunki integracji dla producentów zbóż, zbyt niskie dopłaty – twierdzi Kaszuba.

Podstawą wyliczenia dopłat dla danego kraju był tzw. plon referencyjny zbóż, dla Polski przyjęto 3 tony z hektara, dla Czech 4 tony, Węgier 4,7, dla Francji jest to 7 ton. – Skutek jest taki, że Polacy dostają do hektara 500 zł dopłat, Węgrzy ponad 800 zł, a rolnicy francuscy 2000 zł. To sprawia, że w takim roku jak ten polscy producenci zbóż leżą na łopatkach, bo w najlepszym razie dostaniemy tylko zwrot kosztów. – tłumaczy Kaszuba.

Te koszty rolnicy liczą na 2000-2200 zł na hektar. Z hektara z powodu suszy nawet najlepsi nie zbiorą więcej niż 5-6 ton. Przy cenie 350 zł za tonę, a więcej za paszową nie dostaną, otrzymają najwyżej zwrot kosztów produkcji. To by oznaczało, że zyskiem z gospodarstwa będą tylko dopłaty.

Dlatego resort rolnictwa już w lipcu zwrócił się do Komisji Europejskiej o przyspieszenie wypłat dla rolników – z 1 grudnia na 16 października.

Minister rolnictwa Józef Pilarczyk jest optymistą. – Przedstawiliśmy w Brukseli dowody, że susza w Polsce bardzo pogorszyła sytuację finansową rolników, bo będą mieli niższe zbiory. Na tej samej podstawie Hiszpanie i Portugalczycy dostali zgodę na wcześniejsze wypłaty. Mam nadzieję, że też dostaniemy.

Sprawa powinna rozstrzygnąć się 14 września, bo wówczas zbiera się komitet ds. dopłat, który będzie rozpatrywał nasz postulat. Nieco gorzej wyglądają starania resortu rolnictwa o przyspieszenie skupu interwencyjnego. Wystąpiliśmy do komitetu ds. zbóż o przesunięcie terminu rozpoczęcia skupu interwencyjnego z 1 listopada na 1 września. Pilarczyk miał nadzieję, że wywrze to presję na ceny skupu w czasie żniw – pójdą w górę. Jednak, jak mówi „Gazecie”, data 1 września już jest nierealna, bo nasz postulat trafił na barierę niechęci w KE.

 – Komisja po to ustaliła skup interwencyjny od listopada, by nie wywierać wpływu na ceny rynkowe w czasie żniw. Taką ma zasadę – mówi minister. Dlatego strona polska na kolejnym posiedzeniu komitetu ds. zbóż 25 sierpnia złoży nowy wniosek o rozpoczęcie skupu od 1 października. Według Pilarczyka we wrześniu będzie po żniwach, więc KE powinna przychylniej na nas spojrzeć.

 – Jeśli i tym razem się nie uda, będziemy ten postulat ponawiać aż do skutku na każdym posiedzeniu komitetu – zapowiada minister rolnictwa.

Źródło: Gazeta Wyborcza