Kłopoty weterynarzy

Czy działaniom inspekcji weterynaryjnej grozi paraliż? Niewykluczone, że tak. Zadań inspektorzy mają bowiem coraz więcej, a ludzi oraz pieniędzy nie przybywa.
Kłopoty z finansowaniem rozpoczęły się w inspekcji weterynaryjnej w momencie przystąpienia do Unii Europejskiej. Lawinowo rosły zadania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa żywności, a pieniędzy na nowe etaty wciąż było za mało. Ostatnio sytuacja pogorszyła się jeszcze bardziej.

Ale prawdziwe kłopoty mogą się dopiero zacząć. Pierwszego stycznia wchodzą w życie nowe zasady dotyczące kontroli gospodarstw, w których wytwarza się pasze. Unijne przepisy są tu bezlitosne. Dotyczy to każdego gospodarstwa. Także takiego, w którym przygotowuje się niewielkie ilości paszy dla jednej czy dwóch sztuk bydła lub trzody. Wszystkich rolników trzeba zarejestrować, a następnie kontrolować. Inspekcja Weterynaryjna nie jest do tego przygotowana. Brakuje jej ludzi – przynajmniej 800–set. Druga sprawa to niskie pensje. Na tyle niskie, że urzędowi lekarze weterynarii po przeszkoleniu i zdobyciu doświadczenia zawodowego są nagminnie „podkupywani” przez prywatne firmy. Co na to rząd? Niestety niewiele. Zwiększenie dotacji oraz etatów zależy bowiem, od Sejmu.

Wszyscy na razie obiecują, że większe pieniądze się znajdą. Ale czy na pewno pokaże dopiero przyszłość. Inspekcja Weterynaryjna ma już pomysł na zdobycie większych funduszy.

Szacuje się, że na zwiększenie zatrudnienia oraz wyższe pensje Inspekcja Weterynaryjna potrzebuje około 50 milionów złotych.

Źródło: Agrobiznes, TVP1