Młodzi Wielkopolanie chcą być rolnikami

Jeszcze kilka lat temu je zamykano, bo nie było chętnych. Dziś dyrektorzy szkół rolniczych nie mają wątpliwości: – Przetrwamy dzięki Unii Europejskiej.

Krzysztof Tomalak jest najstarszy z trójki rodzeństwa. Jego rodzice mają ok. 20 ha ziemi w miejscowości Krzywosądów w Wielkopolsce. Teraz Krzysiek uczy się w ostatniej klasie Technikum Rolniczego. Po szkole chce zostać na gospodarstwie. – Mam nadzieję, że dzięki rentom strukturalnym z UE prędzej przejmę gospodarstwo od rodziców – mówi. – Jeśli tylko uda się spełnić wszystkie warunki, to rodzice przekażą mi ziemię jak najszybciej.

Rentę strukturalną z UE może otrzymać każdy, kto skończy 55 lat i przekaże gospodarstwo innemu rolnikowi, np. własnemu dziecku. Taka renta to o wiele większe pieniądze niż te, które można otrzymać jako tradycyjną polską rolniczą emeryturę. Najniższa taka emerytura to 562 zł brutto, a najmniejsza renta strukturalna – 1180 zł na miesiąc. Można też liczyć na maksymalną wypłatę, sięgającą 2,5 tys. zł. Ale są też minusy: rolnik ma przekazać gospodarstwo nieodpłatnie. Ten, kto je przejmie, musi mieć odpowiednie kwalifikacje, np. dyplom ukończenia rolniczej uczelni wyższej albo średniej szkoły rolniczej. – A komu zostawić ziemię, jak nie własnemu dziecku? – pytają rodzice. I zamiast do ogólniaków zaczynają posyłać swoje pociechy do techników.

Uczniowie też wiedzą, że jest o co walczyć. Bo poza rentą strukturalną dla rodziców sami mają szansę na unijne fundusze. Wystarczy 18 lat i wykształcenie rolnicze, by już liczyć nawet na 50 tys. zł unijnej, bezzwrotnej pożyczki.

W zespole szkół rolniczych co dzień ktoś pyta, czy są jeszcze wolne miejsca. – Jest bardzo duże zainteresowanie. Większe niż przed wejściem do UE. Wszystko dzięki unijnym rentom i pożyczkom – mówi dyrektor szkoły Maciej Nuszkiewicz. – Telefony chętnych do nauki w dziennym technikum były już w lutym. Dzwoniły też dzieciaki z łódzkiego.

W wielu szkołach jak grzyby po deszczu mnożą się kursy rolnicze dla tych młodych ludzi, którzy skończyli licea ogólnokształcące. – Przekwalifikują się, będą mogli pracować na gospodarstwie i skorzystać z tego, co daje Unia – wyjaśnia dyrektor Kazimierz Jakóbczak ze szkoły w Marszewie.

Co o powracającej modzie na szkoły rolnicze myślą specjaliści od edukacji? – Przyszłość polskiej wsi zależy od wykształcenia ludzi, którzy na niej zostaną – mówi Anna Zawisza, dyrektor Departamentu Kształcenia Ogólnego w MENiS. – Jeśli będą potrafili skorzystać z tego, co niesie UE i postęp cywilizacyjny, to tym lepiej dla naszego kraju.

Źródło: Gazeta Wyborcza