Przepis o szczelnych zbiornikach na gnojowicę jest niewykonalny

Przepis nakazujący, by zbiorniki z gnojówką i gnojowicą na dużych fermach trzody chlewnej były przykryte sztywną, szczelną pokrywą jest niewykonalny, grozi likwidacją wielu ferm i może spowodować wzrost bezrobocia – uważają eksperci. Przyznają zarazem, że trzeba zweryfikować skalę chowu trzody, tak by chronić środowisko naturalne.

Według znowelizowanej ustawy o nawozach i nawożeniu, duże fermy tuczników (powyżej 2 tys.) muszą od 1 maja 2005 r. posiadać zbiorniki na gnojówkę i gnojowicę zamknięte sztywną i szczelną pokrywą.

„Z moich doświadczeń wynika, że jest to absurd. Ma to tylko doprowadzić do likwidacji wielu ferm. Wykonanie sztywnych pokryw na takich zbiornikach
jest fizycznie niemożliwe” – powiedział PAP prezes Związku Polskie Mięso prof. Stanisław Zięba.

„Nie można w marcu wymagać, by od maja wszystkie duże fermy przykryły sztywnymi powłokami laguny (naturalne zbiorniki na gnojowicę – PAP). Sztywna
powłoka, czyli żelbetonowa płyta, przyniesie ogromną kumulację dwutlenku
siarki, siarkowodoru i metanu, natomiast nie zmniejszy ilości amoniaku, o który niby chodziło w ustawie. Jest to nieuczciwe, bo nie broni się merytorycznie” – wyjaśnił profesor.

Również producenci trzody chlewnej przyznają, że przepis jest niemożliwy do wykonania, a poza tym wyrządzi poważne szkody polskiemu rolnictwu. Skutki ekonomiczne tego przepisu oszacowano na 3,8 mld zł. Na kwotę tą składa się redukcja produkcji o ponad 2,5 mln tuczników, spadek popytu na zboże o ok. 1 mln ton, a także wzrost bezrobocia o ok. 30 tys. osób – uważają producenci.

Prof. Zięba zaznaczył, że nowy przepis może dotyczyć znacznie większej niż zakładano, grupy gospodarstw, bo rolnicy chcąc skutecznie konkurować na unijnym rynku, będą powiększać produkcję. Przyznał przy tym, że duże fermy liczące 10 tys. tuczników, mogą niszczyć środowisko naturalne i dlatego trzeba zweryfikować skalę produkcji i doprowadzić chów do takiej wielkości, która pozwoli zutylizować ścieki, ochronić powietrze i glebę. W Polsce taką skalą chowu jest 2-4 tys. sztuk świń w jednej fermie – uważa profesor.

Zięba podkreślił, że w Polsce ok. 90 proc. dużych ferm należy do polskich rolników, reszta do zagranicznych producentów (w tym do amerykańskiej firmy Smithfield 9 ferm, z których każda liczy po kilka tysięcy tuczników).

Jak wyjaśnił prof. Zięba, fermy te już musiały dostosować się do wymagań ochrony środowiska, gdyż zgodnie z europejskim prawem, muszą posiadać tzw. zintegrowane zezwolenie na eksploatację danego obiektu.

Prof. Zięba poinformował też, że z apelem o zawetowanie nowej ustawy wystąpili marszałek woj. wielkopolskiego, które produkuje 25 proc. świń oraz związki branżowe producentów trzody chlewnej. Jak zaznaczył, jest w tej sprawie ekspertyza prof. Tadusza Kuczyńskiego oraz Instytutu Budownictwa, Mechanizacji i Elektryfikacji Rolnictwa (IBMER). Z ekspertyz tych wynika, że przepis ten jest sprzeczny z rozwiązaniami unijnymi oraz nie jest uzasadniony względami ekonomicznymi, logicznymi i technicznymi.

Przewodniczący Krajowego Związku Pracodawców – Producentów Trzody Chlewnej Marian Kapłon uważa, że prezydent powinien zawetować ustawę m.in. z powodu tego, że trudno jest wymagać od polskich rolników, by czynili inwestycje większe, niż rolnicy z Europy Zachodniej. Podkreślił przy tym, że sztywnych pokryw zbiorników z gnojowicą nie stosuje w żadnym kraju na świecie, chociaż większość jest zdecydowanie bogatsza od Polski.

„Nie robi się tego dlatego, że inwestycja musi się opłacać; podobną skuteczność ochrony środowiska uzyskujemy stosując rozwiązania pięć razy tańsze. W Unii dopuszczalne jest praktycznie wszystko np. pokrywy pływające, pokrywy miękkie” – powiedział.

Źródło: Puls Biznesu