Zagrożone fermy trzody chlewnej

Wielkoprzemysłowe fermy trzody chlewnej będą musiały zainwestować setki milionów złotych w sztywne pokrywy zbiorników na nawóz naturalny. Tak zdecydował w piątek Sejm. Fermy nie są w stanie szybko podporządkować się tym przepisom. Polscy posłowie uchwalili najbardziej restrykcyjne prawo w Unii Europejskiej dotyczące ferm trzody chlewnej mających ponad 2 tys. miejsc hodowlanych. W nowelizacji ustawy o nawozach i nawożeniu Sejmowa Komisja Rolnictwa dodała przepis o konieczności przykrywania zbiorników na gnojowicę sztywną pokrywą. Chociaż senacka komisja proponowała jego wykreślenie, posłowie odrzucili poprawkę.

 – Jeśli ta regulacja będzie egzekwowana od 1 maja, to w ciągu roku zniknie 700 gospodarstw – alarmuje Jarosław Szurka, wiceprezes Krajowego Związku Pracodawców Producentów Trzody Chlewnej.

Główny Inspektorat Ochrony Środowiska ocenia, że w Polsce jest nie więcej niż 200 świńskich ferm wielkoprzemysłowych. Zdaniem związku dane te są przestarzałe i zaniżone, bo wiele ferm zwiększyło produkcję. Jeżeli zaostrzone przepisy wejdą w życie, to do 1 maja polskie fermy wielkoprzemysłowe musiałyby wybudować betonowe pokrywy. Koszt jednej wynosi kilka milionów złotych.

 – Zostaliśmy oszukani. Dostaliśmy okres przystosowawczy do 2008 r., zainwestowaliśmy już 30 mln zł w zbiorniki, ale nie zdążymy do maja dokończyć inwestycji – twierdzi Wojciech Kowalski, dyrektor Danish Farming Consultans, która dzierżawi fermę wielkoprzemysłową koło Gliwic i zatrudnia 70 osób.

Zmiany w ustawie o nawozach i nawożeniu dla większości producentów będą oznaczać konieczność likwidacji ferm. Przykrycie sztywną płytą zbiorników z gnojowicą jest w większości przypadków niemożliwe ze względów technicznych, a budowa nowych trwa ok. trzech lat.

Posłowie uchwalili bardzo restrykcyjne przepisy argumentując, że w ten sposób ochronią rodzimą produkcję przed dużymi światowymi koncernami działającymi na polskim rynku. W praktyce nowe regulacje mogą najbardziej dotknąć producentów krajowych, którym brakuje pieniędzy na inwestycje.

Źródło: Rzeczpospolita