Polska przeciwna reformie WPR

Polska chce utrzymania protekcjonistycznej ochrony rynku żywności w Unii Europejskiej. Wczoraj w Sejmie minister Wojciech Olejniczak nie ukrywał, że jest przeciwny większości liberalnych propozycji Brukseli. Proponowane przez Komisję Europejską zmiany we Wspólnej Polityce Rolnej (CAP) mają jeden cel – ograniczenie kosztów produkcji i zakupu żywności dla europejskich podatników i konsumentów. Polski rząd uważa, że priorytetem są dochody rolników, których trzeba bronić.

Cukier będzie drogi

Przedstawiciele Krajowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego powitali wczoraj w Sejmie Wojciecha Olejniczaka aplauzem. Ich zdaniem współpraca z rządem jest wzorowa. Minister zapewnia, że Polska nie zgodzi się na drastyczne obniżenie cen skupu, które miałyby spaść z 632 do 421 euro za tonę. Zapowiada, że cięcia muszą zostać zrekompensowane w pełni, a nie w 60 proc., jak proponuje KE. Rząd odrzuca ograniczenie limitów dotowanej produkcji cukru na rynek krajowy. Nie chce też, aby limit przyznany jednemu państwu członkowskiemu mógł być wykorzystany przez drugie.

Szybkie wdrożenie reformy wydaje się mało realne. Minister Olejniczak wskazuje, że Polska zdołała zbudować koalicję kilkunastu państw przeciwnych zmianom, w której znajdują się m.in. wpływowe Włochy. To już skłoniło Brukselę do odłożenia reformy o kilka miesięcy.

Więcej dotowanego mleka Polska jest też przeciwna wielu zmianom, które zostały zdecydowane tuż przed przystąpieniem naszego kraju do Wspólnoty i teraz mają wejść w życie. Najważniejsze jest obniżenie o 25 proc. cen interwencyjnego skupu masła i o 15 proc. mleka w proszku. Rząd walczy o pełną rekompensatę obniżki dla polskich rolników w Europejskim Trybunale Sprawiedliwości.

Minister Olejniczak zapowiedział także, że Polska będzie przeciwna zniesieniu limitów dotowanej produkcji mleka przynajmniej do 2014 roku. To spowodowałoby spadek cen skupu. Nasz kraj będzie się domagał zwiększenia przyznanych kwot na koszt unijnego budżetu. Zdaniem Stanisława Michalskiego, prezesa Krajowego Związku Spółdzielczości Mleczarskiej, bez tego za dwa lata wyczerpią się możliwości rozwoju mleczarń, a Polska będzie musiała sprowadzać nabiał.

Nasz kraj nie chce ograniczenia dopłat do produkcji tytoniu, co w gronie „15” przesądzono w kwietniu ubiegłego roku. Zdaniem Brukseli cięcia są konieczne z powodu oszczędności budżetowych i po to, by Wspólnota była konsekwentna w walce z nałogiem palenia. Nasz rząd w tym roku zamierza przeznaczyć na subwencje dla plantatorów 190 mln zł. Pieniądze te będą wygospodarowane kosztem dopłat bezpośrednich dla pozostałych rolników.

Polska nie pogodziła się z likwidacją interwencyjnego skupu żyta. Zdaniem Unii nie jest on konieczny, ponieważ i bez tego ceny są stabilne. Jednak rząd z myślą o uprawiających zboże wywalczył w Brukseli powiększenie z 13 do 53 proc. powierzchni kraju uznanej za trudną do gospodarowania i objętą dodatkowymi dopłatami.

Razem z Francją

Rząd jest też zdeterminowany, by przywrócić ochronę rynku Unii przed importem owoców miękkich, w tym przede wszystkim truskawek z Chin. Po przystąpieniu Pekinu do WTO będzie to trudne. – Dopniemy swego – zapowiedział wczoraj minister Olejniczak. Zdaniem jego doradców Polsce nie podoba się także oferta Komisji Europejskiej złożona w ramach WTO o zniesieniu dopłat do eksportu, jeśli podobnie uczynią inni główni producenci żywności na świecie.

Strategia rządu niewiele odbiega od forsowania od lat utrzymania protekcjonizmu rolnego w Unii przez Francję. Podczas wizyty w zeszłym tygodniu szefa francuskiej dyplomacji Michela Barniera uzgodniono, że oba kraje będą walczyły o utrzymanie przynajmniej do 2013 roku budżetu rolnego UE (około 45 mld euro rocznie) na obecnym poziomie, nawet jeśli miałyby być ograniczone inne wydatki.

Plany opozycji

Czy po ewentualnej zmianie rządu zmieni się także polityka względem protekcjonizmu rolnego? Aleksander Grad, poseł Platformy Obywatelskiej specjalizujący się w sprawach rolnych, uważa że obniżenie cen cukru jest konieczne dla dobra konsumentów. Opowiada się za liberalizacją międzynarodowego handlu żywnością poprzez zniesienie dopłat do eksportu. Uważa jednak, że ogólne wydatki Brukseli na rolnictwo nie powinny być ograniczane, dopóki polska wieś nie otrzyma wystarczającego zastrzyku kapitału.

I te zmiany mogą okazać się trudne do przeprowadzenia, bo możliwi koalicjanci PO, jak PiS i LPR, inaczej widzą rynek żywności. – Na wsi dzieje się źle. Koszty produkcji rosną. Rolnikom trzeba pomóc o wiele bardziej – grzmiał wczoraj Marek Kotlinowski z LPR.

Źródło: Rzeczpospolita