Dopłaty dla rolników: zaczęło się od Adama i Ewy

Ewa i Adam Sołdanowie z Małocina w kujawsko-pomorskim mają już na koncie 9 tys. dopłaty z Unii.

Małocin z 33 gospodarstwami leży koło Nakła – stolicy powiatu w zachodniej części kujawsko-pomorskiego. – Nie spodziewałam się, że dostanę gotówkę tak szybko – cieszy się 39-letnia Ewa Sołdan. Wspólnie z mężem Adamem prowadzi 20-ha gospodarstwo. Uprawiają zboża, rzepak i buraki.

O kolejności otrzymania dopłat bezpośrenich dla rolników decyduje komputer. Jak podaje Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, do pierwszych dni listopada wykonała przelewy na 345 mln zł, które trafiły do 120 tys. gospodarstw. Wnioski o dopłaty złożyło w sumie ok. 1,4 mln rolników. Do końca roku mają otrzymać łącznie 6,7 mld zł.

Pieniądze z dotacji Sołdanowie zamierzają przeznaczyć na inwestycje: – Chcemy kupić agregat uprawowo-siewny. To taka podczepiana do ciągnika maszyna, które wykorzystywana może być do różnych prac na polu. Nowy kosztuje kilkadziesiąt tysięcy. Ale używany można dostać już za piętnaście. Dołożymy parę tysięcy do tej unijnej kasy i właśnie takiego będziemy szukać – opowiada Ewa Sołdan.

Gospodyni jest optymistką: – W ubiegłym roku kupiliśmy ciągnik za 35 tys. Marzy mi się jeszcze powiększenie gospodarstwa, niestety, ziemia w tej okolicy jest droga. Mało kto chce też teraz sprzedawać, jak się produkcja robi wreszcie opłacalna…

W referendum unijnym Sołdanowie głosowali za wejściem do Unii. – Zawsze uważałam, że rolnicy na tym zyskają – mówi żona. – Oczywiście ci, którzy rozsądnie podchodzą do gospodarowania. Są tacy, którzy myślą tylko o tym, jakie auto kupić za dotacje. No, jak ktoś te pieniądze przetrwoni, to już będzie mógł winić tylko siebie samego.

Źródło: Gazeta Wyborcza