Mleczny eksport

Mleczarnie po wejściu do Unii Europejskiej na eksporcie zarabiają krocie. Ale znalezienie polskich jogurtów, serków czy twarogów w niemieckich lub francuskich supermarketach wciąż graniczy z cudem.

Największymi hitami eksportowymi polskiego mleczarstwa jest masło, którego sprzedaż za granicę wzrosła 4-krotnie oraz odtłuszczone mleko w proszku i sery dojrzewające. Mleczarniom, które produkują takie artykuły powodzi się bardzo dobrze. Towar za przyzwoitą cenę jest chętnie kupowany w całej Unii Europejskiej i nie tylko.

W dużo gorszej sytuacji są te zakłady, które produkują tylko tzw. galanterie mleczną, czyli jogurty serki czy twarogi.

 – Poza śmietaną, jogurtem na tamtych rynkach nie ma twarogów i nie ma tradycyjnych deserów opartych o twaróg, bo tam się po prostu tego nie produkowało i w tym jest cały problem, żeby zorganizować promocję i wejście na ten rynek – mówi Waldemar Broś z KZSM.

Tymczasem takie działania kosztują i to nie małe pieniądze. Najlepiej wie o tym Spółdzielnia Mleczarska w Piątnicy, która przygotowuje się właśnie do wejścia na rynki zachodniej Europy. Na początek mleczarnia zamierza wprowadzić do zachodnioeuropejskich supermarketów tylko dwa produkty. Od zainteresowania konsumentów tymi artykułami zależą dalsze plany ekspansji na Zachód.

Wciąż otwarta pozostaje natomiast kwestia eksportu na Wschód. Do 5 listopada powinny zakończyć się kontrole rosyjskich weterynarzy.

 – Nasze zakłady w moim przekonaniu spełniają wymagania nie tylko unijne, ale również Federacji Rosyjskiej. Jestem przekonany, że po zakończeniu kontroli większość naszych zakładów uzyska możliwości eksportowe – dodaje Broś.

Czy tak się stanie, zobaczymy już za dwa tygodnie. Przed nami jeszcze wizyta rosyjskich weterynarzy na Podlasiu w największych mleczarniach w kraju. To od wyników tych kontroli będą zależały losy eksportu polskich artykułów mleczarskich na Wschód.

Źródło: Agrobiznes, TVP1