W tym roku dopłat nie wystarczy dla wszystkich

Tylko co drugi rolnik otrzyma w tym roku unijne dopłaty bezpośrednie i pomoc na gospodarowanie w trudnych warunkach naturalnych. Na ten cel potrzeba 8,1 mld złotych. W budżecie państwa jest 2,958 mld – dowiaduje się „Rzeczpospolita”.

Na wsparcie czeka przeszło 1,4 miliona rolników. Pierwsze pieniądze z tego źródła mają być wypłacane w poniedziałek, 18 października, półtora miesiąca przed pozostałymi krajami „25”. Minister rolnictwa Wojciech Olejniczak chciał, aby w ten sposób wieś odczuła jak najszybciej korzyści z członkostwa w Unii.

Do uruchomienia programu przelewów prawie wszystko jest gotowe. W minionym tygodniu system opracowany przez Agencję Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa (ARiMR) sprawdzili eksperci Komisji Europejskiej. Za parę dni zgodę na uruchomienie ma wydać Ministerstwo Finansów. Po wypłaty zgłosiło się przeszło 85 proc. uprawnionych właścicieli gospodarstw.

Minister nie chce pożyczać

Wiadomo już jednak, że w tym roku wszyscy rolnicy dopłat nie dostaną, bo nie wystarczy na to środków w budżecie. – Łącznie na dopłaty i przekazywane razem z nimi subwencje dla upośledzonych regionów potrzebujemy 8,1 mld zł. W budżecie jest zaś niecałe 3 miliardy – przyznaje minister rolnictwa, Wojciech Olejniczak.

Zgodnie z ustaleniami szczytu w Kopenhadze, który zwieńczył w grudniu 2002 roku nasze negocjacje członkowskie z UE, rząd sam musi znaleźć 40 procent funduszy na dopłaty dla rolników. Tylko w ten sposób rolnicy otrzymają już w pierwszym roku członkostwa 55 proc. poziomu dopłat przysługujących zachodnim farmerom. Ale i pozostałe 60 procent Ministerstwo Finansów także musi najpierw samo wyłożyć, zanim otrzyma zwrot tych nakładów z Brukseli. Przelewy z Komisji Europejskiej przychodzą po paru miesiącach.

 – Staramy się pozyskać pieniądze, które były przeznaczone w budżecie na inne cele, na przykład na rozwój infrastruktury transportowej. Jednak dla wszystkich rolników w tym roku pieniędzy nie starczy – przyznaje Wojciech Olejniczak.

Z naszych informacji wynika, że minister finansów Mirosław Gronicki odmawia wyemitowania dodatkowych obligacji. Nie chce, aby inwestorzy na rynkach finansowych zorientowali się, że rząd potrzebuje dodatkowych środków. Wówczas będą domagali się więcej za udzielenie pożyczek. Zgodnie z unijną metodologią w tym roku deficyt budżetu państwa i tak przekroczy 7 procent PKB. Z punktu widzenia ministra Gronickiego dodatkowym argumentem na rzecz rozłożenia w dłuższym czasie wypłaty pomocy dla rolników są wyniki handlu zagranicznego. Nasz eksport żywności do Unii w pierwszych miesiącach po akcesji zwiększył się o 70 proc. To oznacza, że i bez dodatkowego wsparcia polscy producenci są bardzo konkurencyjni. Eksperci w Ministerstwie Finansów twierdzą wręcz, że jedną z przyczyn pośpiechu są wiosenne wybory do Sejmu, w których Wojciech Olejniczak zapewne wystartuje jako jeden z liderów SLD. Jeśli rolnicy wcześniej odczują korzyści akcesji, jego szanse na sukces są większe.

Wojciech Pomajda, prezes Agencji Modernizacji i Restrukturyzacji Rolnictwa zwraca uwagę, że odłożenie na przyszły rok wypłaty większości pomocy stworzy jeszcze większe problemy dla budżetu. Bo w tym samym czasie państwo będzie musiało znaleźć środki na pomoc dla rolników przewidzianą na 2005 rok.

Kto pierwszy, ten lepszy

Przy obecnych wypłatach, skoro pieniędzy jest za mało, decydujący będzie termin złożenia wniosków przez rolników, a będą brane pod uwagę tylko wypełnione bezbłędnie – mówi Wojciech Olejniczak. I dodaje: – Zadecyduje komputer. On nie da się przekupić. Pieniądze dla pierwszych rolników trafią 18 października. – Docelowo chcemy wypłacać pieniądze 30 tysiącom rolników dziennie – mówi minister rolnictwa. Każdy z nich otrzyma pełną pulę pieniędzy.

W 2003 roku rolnicy otrzymali od państwa nieco ponad 1 mld zł. W tym wypłacone dotacje osiągną przynajmniej cztery razy tyle, i to nie licząc innych korzyści, jak np. wyższe ceny skupu żywności.

Źródło: Rzeczpospolita