Ceny zbóż, notowania, aktualności

Rewolucja ukryta w kukurydzy

Rewolucja ukryta w kukurydzy
Światowe koncerny żywnościowe za kilka tygodni zaoferują polskim rolnikom pierwsze nasiona zmienionej genetycznie rośliny: odpornej na szkodniki kukurydzy MON 810. To początek rewolucji na wsi.

Użycie genetycznie zmodyfikowanych nasion spowoduje, że ponosząc niższe niż obecnie koszty rolnicy będą mogli uprawiać odporne na trudne warunki odmiany zbóż, owoce i warzywa mające walory lecznicze, a nawet plantacje dostarczające surowce do produkcji paliwa czy przydatne w innych sektorach przemysłu.

Obawy pozostają

Polski rząd długi czas był pełen obaw. Od 1 maja, kiedy przedstawiciel Polski może głosować na posiedzeniach unijnej Rady Ministrów, sprawa dopuszczenia na rynek żywności genetycznie modyfikowanej dwukrotnie znalazła się w porządku obrad. Raz minister środowiska głosował przeciw, a drugi raz - prawdopodobnie wstrzymał się od głosu. Sam zapowiedział dziennikarzom, że opowie się za, ale z nieoficjalnych informacji wynikało, że jednak postanowił się wstrzymać. W rezultacie głosy krajów członkowskich podzieliły się po połowie, przez co ostateczna decyzja przypadła Komisji Europejskiej. Ta 8 września zdecydowała, że kukurydza MON 810 zostanie wpisana do katalogu roślin, które mogą być uprawiane w całej zjednoczonej Europie. Przedstawiciele Komisji mówią, że nie było nawet dyskusji na ten temat. - Nie można było zrobić inaczej. To automatyczna procedura - twierdzą. - Rzeczywiście, teraz nie dało się już nic zrobić. Ale przez wiele lat Bruksela nie próbowała przeciwdziałać spodziewanemu wprowadzeniu nasion zmutowanych genetycznie do unijnego katalogu - uważa Adrian Bebb z organizacji Friends of Earth.

Polska nie zakaże uprawy

 - Nie wiemy, jak mamy przekonać społeczeństwo do tej zmiany - zdradza jeden z członków Rady Ministrów. Z ostatnich sondaży wynika, że 70 procent Polaków obawia się dalekosiężnych skutków spożywania żywności genetycznie zmodyfikowanej. Aktywne są też niektóre organizacje ekologiczne, jak Międzynarodowa Koalicja dla Ochrony Polskiej Wsi. Jej zdaniem dopuszczenie nowej odmiany kukurydzy zniweczy wizerunek Polski jako kraju dobrej, zdrowej żywność. Nawet szwajcarska Syngenta, jeden z liderów w produkcji nowego rodzaju żywności, zastanawia się, na ile wprowadzenie do Polski modyfikowanych odmian może popsuć markę firmy i zrazić tradycyjnych odbiorców - przyznaje przedstawiciel koncernu Henryk Stasiak.

Teoretycznie rząd może jeszcze zakazać uprawy roślin wpisanych do unijnego katalogu. Ale musi powołać się na ryzyko dla zdrowia publicznego lub środowiska, które Bruksela oceni na podstawie przesłanego jej uzasadnienia. Eksperci Ministerstwa Środowiska zapewniają, że dokument taki nie jest szykowany, a wiosną na polach pojawią się pierwsze uprawy nowej kukurydzy. Tymczasem zdaniem Adriana Bebba szansa na przeciwstawienie się kukurydzy MON 810 była: - To stara odmiana, co do której pojawiają się uzasadnione wątpliwości. Zamierzamy przygotować podpowiedzi dla państw członkowskich, które pomogą im wprowadzić zakaz uprawy.

Minister rolnictwa Wojciech Olejniczak zapewne jednak z takiej pomocy nie skorzysta. - Nie możemy pozostać w izolacji. Jeśli nie wprowadzimy nowych technologii, inne kraje będą bardziej konkurencyjne i w końcu zostaniemy zmuszeni do sprowadzania kukurydzy genetycznie zmodyfikowanej - mówi "Rz".

Polska jest po Francji i Hiszpanii największym producentem kukurydzy w Unii: zasiewy obejmują aż 700 tysięcy hektarów. Zdaniem prezesa Polskiej Fundacji Biotechnologii Tomasza Twardowskiego nowe odmiany są o około 30 proc. tańsze w uprawach od tradycyjnych. Wprowadzana na rynek kukurydza MON 810 jest np. odporna na omatnicę prosowiankę, motyla, który potrafi zniszczyć nawet połowę upraw, jeśli rolnicy nie zabezpieczą się za pomocą kosztownych pestycydów. Dlatego już w przyszłym roku około 30 tysięcy hektarów pól może zostać w Polsce zasianych nową odmianą kukurydzy - spodziewają się eksperci. Aby zachęcić rolników do zmian, amerykański koncern Pioneer będzie oferował nasiona kukurydzy MON 810 po cenie zaledwie o 10 proc. wyższej niż tradycyjne odmiany. - To dwukrotnie mniejszy wydatek niż koszt zakupu pestycydów - mówi przedstawiciel ds. handlowych firmy Ireneusz Czarny. Jego zdaniem zainteresowanie rolników już teraz jest bardzo duże.

70 procent zysków dla koncernów

Tomasz Twardowski przewiduje wręcz lawinowy rozwój nowych technologii produkcji żywności: - Porównywalny postęp notują dziś tylko elektronika, informatyka i telekomunikacja.

10 lat temu na świecie upraw genetycznie modyfikowanych roślin nie było wcale. W tym roku zasiano nimi 68 mln ha. W USA 70 proc. soi i 35 proc. kukurydzy to odmiany genetycznie zmodyfikowane. Bruksela pracuje nad zezwoleniem tego typu upraw kluczowych dla polskiej wsi odmian buraków cukrowych i rzepaku. W USA wchodzą na rynek m.in.: pomidory, których spożycie zwalcza raka, krowy dające specjalne mleko szczególnie przydatne do produkcji wybranych typów serów, łososie, które w błyskawicznym tempie osiągają imponujące rozmiary, czy niezwykle wydajne rośliny "energetyczne".

Entuzjazm zwolenników nowych odmian może jednak okazać się przesadzony. Na niektóre zagrożenia zwracają uwagę nawet zwolennicy modyfikowanej żywności.

 - Dziś materiał siewny kukurydzy dostarcza rolnikom kilkanaście firm. Jednak nowe odmiany mogą oferować tylko największe koncerny, które stać na prowadzenie podstawowych badań i wykupienie patentów - przyznaje Ireneusz Czarny. To może prowadzić do trwałego uzależnienia rolników od dostawców ziarna. Zdaniem niektórych ekspertów aż 70 proc. zysków z nowego rodzaju upraw przejmują koncerny biotechnologiczne, a jedynie 25 proc. rolnicy. Dla konsumentów niższe ceny "nowej żywności" są wręcz trudne do zauważenia.

Tylko Dania gotowa

Koszty uprawy zwiększa narzucony przez Brukselę wymóg znakowania i sortowania wszystkich produktów zawierających przynajmniej 0,9 proc. komponentów zmutowanych. Wciąż nie wiadomo, jakie rygory wprowadzi polski rząd dla rolników, którzy zdecydują się na nowe uprawy. W Polsce średnie gospodarstwo ma tylko 9 ha wobec 300 ha w USA. Znacznie trudniej jest więc zapobiec przedostaniu się pyłków odmian genetycznie zmodyfikowanych na sąsiednie, konwencjonalne uprawy.

Organizacje ekologiczne twierdzą, że główny grzech Brukseli to niechęć do wprowadzenia na poziomie unijnym odpowiedniego ustawodawstwa. Komisja tylko zachęca państwa członkowskie do opracowania własnych przepisów, ale nie zobowiązuje ich do tego. W rezultacie w momencie, gdy każdy unijny rolnik może zacząć uprawiać zmodyfikowaną kukurydzę, jedynym krajem przygotowanym do tego jest Dania.

 - Ma regulacje określające bezpieczną odległość między uprawami modyfikowanymi i konwencjonalnymi czy okres, który musi upłynąć, zanim po uprawie modyfikowanych ziaren na danym polu pojawią się rośliny konwencjonalne - wyjaśnia Adrian Bebb. W przepisach znajdują się też szczegóły dotyczące ustawiania odstraszaczy pszczół. Chodzi o to, żeby pszczoły nie latały nad uprawami modyfikowanymi i nie przenosiły mutacji na pola obsiane tradycyjnie.

Zaawansowane w przygotowaniu nowych regulacji są też Niemcy, gdzie 24 września parlament będzie głosował nad ustawą o współistnieniu upraw modyfikowanych i tradycyjnych. Dlaczego inne kraje nie decydują się na to?

 - To sprawa konfliktowa. Bezpieczne współistnienie kosztuje. Państwo musi określić, kto za to płaci. Czy rolnik uprawiający modyfikowaną żywność czy ten, który chce się przed zakażeniem bronić? A może sam ustawodawca? - mówi ekspert z organizacji Friends of Earth.

Co to jest GMO

Organizmy genetycznie zmodyfikowane (genetically modified organisms - GMO) to organizmy, w których materiał genetyczny został celowo zmieniony za pomocą środków inżynierii genetycznej. Tworzenie organizmów zmodyfikowanych genetycznie polega na włączeniu do DNA organizmu jednego gatunku genu pochodzącego z organizmu innego. Aby przenieść gen, potrzebny jest środek transportu - tak zwany wektor. Może to być w wypadku roślin plazmid (czyli fragment DNA) Agrobacterium tumefaciens. Bakteria ta w warunkach naturalnych wywołuje u roślin guzowatość korzeni. Jeżeli w laboratorium usunąć z plazmidu gen powodujący u roślin wspomnianą guzowatość i wprowadzić inny, to plazmid służyć będzie jako przekaźnik.

Rośliny modyfikuje się genetycznie przede wszystkim po to, by były łatwiejsze w uprawie. Wprowadza się do nich geny, które uodparniają je na złą pogodę, choroby, środki chwastobójcze. Tworzy się rośliny, które same produkują pestycydy i zabijają żerujące na nich owady.

Prowadzi się też badania nad takim modyfikowaniem roślin, by wytwarzały one lekarstwa. Przykładem jest sałata produkująca szczepionkę na zapalenie wątroby typu B, nad którą pracują naukowcy z Instytutu Chemii Bioorganicznej PAN w Poznaniu.

Źródło: Rzeczpospolita

Powrót do aktualności