Co porozumienie w WTO oznacza dla Polski?

Dopłaty bezpośrednie dla rolników niezagrożone, eksportowe znikną dopiero za lata, otwierają się nowe szanse dla naszych eksporterów.

 – Genewskie porozumienie Światowej Organizacji Handlu (WTO) jest dla nas korzystne – zapewnia „Gazetę” Mirosław Zieliński, wiceminister gospodarki odpowiedzialny za handel.

W imieniu Polski porozumienie negocjowała Komisja Europejska, która prowadzi wspólną politykę handlową całej Unii. – Komisja uwzględniła wszystkie polskie interesy. Co do wsparcia dla rolników mamy pewność, że postanowienia wynegocjowane w ramach naszego traktatu akcesyjnego będą realizowane – tłumaczy Zieliński. – W najbliższym czasie polscy rolnicy nie stracą żadnego z obecnie im znanych rodzajów wsparcia – podkreśla wiceminister rolnictwa Józef Pilarczyk.

W sobotę w nocy 147 krajów członkowskich WTO zgodziło się co do generalnych zasad znoszenia barier handlowych na świecie. Szczegóły to nadal przedmiot negocjacji.

I tak w Genewie ustalono, że znikną dopłaty eksportowe dla rolników (taki sam los czeka m.in. kredyty eksportowe, którymi Amerykanie wspierają swoich farmerów). W ostatnich latach Unia wydawała na nie 2,8 mld euro rocznie. Jak dowiedziała się „Gazeta”, w tym roku polscy rolnicy mogą liczyć na dopłaty eksportowe w wysokości nawet 60 mln euro. Unia dopłaca naszym eksporterom do sprzedaży na rynki trzecie m.in. cukru, mleka, masła, wieprzowiny, wołowiny.

Reforma będzie rozłożona może nawet na dziesięć lat. – Dopiero w grudniu 2005 r. zapadną decyzje, kiedy i w jakim tempie będziemy odchodzić od dopłat eksportowych – tłumaczy min. Pilarczyk. Zauważa że Unia Europejska niejako antycypowała to porozumienie – rozpoczynając reformę Wspólnej Polityki Rolnej. Cokolwiek się zmieni na polskiej wsi, będzie to wynik tej właśnie reformy, a nie porozumień WTO.

 – Chociaż dopłaty eksportowe są formą pomocy dla rolników, to fakt, że one znikną, może być dla polskich towarów rolnych szansą – dodaje minister Zieliński. Polskie mięso wieprzowe, które teraz nie jest konkurencyjne na rynku amerykańskim, może takim się stać na rynkach trzecich, poza Unią – np. kiedy Amerykanie zlikwidują pomoc dla swoich farmerów.

Natomiast najważniejszy instrument wsparcia rolników, czyli dopłaty bezpośrednie, nie powinien w ogóle się zmienić, ponieważ Unia nawet dziś nie wykorzystuje limitu dozwolonego w WTO. Wynosi on 5 proc. wartości globalnej produkcji rolnej. Co więcej, reforma WPR idzie w stronę modelu polskiego, czyli obszarowego, w którym dopłaty zależą od ilości posiadanej ziemi, a nie od wielkości produkcji. W WTO uważa się, że ten rodzaj dopłat w mniejszym stopniu zakłóca światowy handel, bo nie zachęca do nadmiernej produkcji.

W Genewie postanowiono też, że spadną cła na towary rolne i pozarolne. Część towarów najważniejszych dla poszczególnych krajów i bloków handlowych będzie jednak traktowana szczególnie – to tzw. towary wrażliwe. Cła na nie spadną w mniejszym stopniu, kraje będą mogły przeznaczyć dla ich producentów specjalne wsparcie. Jak przyznają nasi urzędnicy, polska lista towarów wrażliwych dopiero się tworzy. Mają szanse na nią wejść m.in. produkty mleczarskie, warzywa, owoce, produkty zbożowe. Rząd musi się postarać, żeby znalazły się one na wspólnej unijnej liście, z którą Bruksela pójdzie do negocjacji.

Minister Pilarczyk zapewnia, że rząd się postara o szczególną ochronę dla producentów owoców miękkich (m.in. wiśnie, maliny, porzeczki). Polska jest ich znaczącym producentem w UE. Rząd chce, by ten rynek nie był całkowicie otwarty na pozaunijną konkurencję (np. chińską).

Kraje WTO zobowiązały się też m.in. do lepszej współpracy swych służb celnych. Dla Polski to ważne: Rosja już puka do bram WTO, Ukraina też stara się o członkostwo w Organizacji. Kiedy do niej wejdą, będą musiały dostosować pracę swych służb celnych do standardów WTO, a to oznacza łatwiejszy transport przez Polskę i większe korzyści z tranzytu.

Źródło: Gazeta Wyborcza