Rosja nie chce być zależna od importowanej żywności

Rosja importuje coraz mniej żywności. Poszukuje technologii w dziedzinie przetwórstwa spożywczego, zaprasza do współpracy zagraniczne firmy.

Przez lata w Rosji mówiło się: „Chcesz stracić pieniądze, włóż je w rolnictwo”. W ostatnim czasie wszystko się zmienia. Wzrost gospodarczy, wysokie ceny ropy naftowej i nadwyżka budżetowa powodują, że na rynku pojawia się sporo wolnego pieniądza, który jest lokowany m.in. w rodzime rolnictwo. Na targach spożywczych pojawiają się dyrektorzy sprywatyzowanych kołchozów z walizkami pieniędzy, którzy są gotowi kupić całe linie technologiczne do przetwórstwa żywności, czy uboju bydła.

 – Jest także popyt na maszyny rolnicze – mówią urzędnicy z Wydziału Ekonomiczno-Handlowego ambasady Polskiej w Moskwie. – Rosjanie są zainteresowani dwoma typami urządzeń: drogimi np. traktorami z klimatyzacją, ale także prostymi i tanimi, które nie wymagają serwisowania i można je naprawić we własnym garażu. To szansa dla polskich firm.

W rolnictwo inwestują np. władze Moskwy, która jest największym konsumentem żywności w Rosji. Moskwa wkłada pieniądze w tworzenie holdingów spożywczych – kupuje kołchozy na prowincji, modernizuje je i w ten sposób zapewnia dostawy żywności.

Żeby było bezpieczniej

Aleksandr Baburin, odpowiedzialny w zarządzie stolicy Rosji za zaopatrzenie w produkty spożywcze, mówi, że Moskwa do 2007 r. ma zamiar zmniejszyć zakupy mięsa za zagranicą o 50 procent. – Obecnie importujemy z dalekiej zagranicy (czyli z państw nie należących do WNP – red.) 67 procent mięsa i masła. Jeszcze trzy lata temu odsetek ten wynosił 89 procent. Dywersyfikacja dostaw żywności jest konieczna ze względu na bezpieczeństwo. Choć muszę przyznać, że Moskwa jest tak atrakcyjnym rynkiem, że nie powinniśmy mieć powodów do obaw. Dostawcy z zagranicy walczą o nas.

Na pytanie „Rz”, czy w związku z tym zagraniczni producenci produktów spożywczych powinni powoli zapominać o kierunku rosyjskim, Baburin odpowiada: – Jesteśmy otwarci na współpracę. Jednak coraz mniej potrzebujemy mięsa, a coraz bardziej – technologii. Zapraszamy firmy do inwestowania w produkcję u nas. Współpracujemy już w taki sposób przedsiębiorstwami z Niemiec i Węgier.

Rosyjski smak

Właśnie technologie przetwórcze i logistyka są największą bolączką rosyjskiego rynku spożywczego. Tutejsze wędliny i nabiał są kiepskiej jakości lub smakują dziwnie.

 – Po części wynika to z gustów Rosjan – mówi „Rz” Andriej Zurakowski, przedstawiciel Animexu w Rosji. – Tutaj popularnością cieszą się wędliny z większym dodatkiem czosnku i ostrych przypraw.

Według słów Zurakowskiego, Animex na tutejszym rynku, mimo spadku rosyjskiego importu, utrzymał dotychczasowy poziom sprzedaży mięsa i wędlin: – W zeszłym roku sprzedaliśmy tyle, co w 2002 r. Na 2004 mamy podobny plan i mam nadzieję, że go wykonamy. Ponieważ import się zmniejsza, wykonując plan, zwiększymy swój udział w tutejszym rynku.

Pytany, czy firma ma zamiar inwestować w produkcję na terenie Rosji, Zurakowski mówi: – To będzie zależało od oceny ryzyka. Na razie nie wiem nic o takich planach.

W Moskwie nawet w sezonie trudno w sklepie spotkać rosyjskie truskawki (w odróżnieniu od importowanych, które zalegają półki przez okrągły rok). Rosja importuje nawet ziemniaki, np. z Izraela czy Holandii.

Polska jest obecna głównie na rynku mrożonek. W rosyjskich sklepach dominują wyroby Horteksu i Hortino. Dobrze jest też w dziedzinie przypraw – na każdym kroku można spotkać produkty firmy Kamis.

Z danych rosyjskiego Goskomstata RF (odpowiednik naszego GUS) wynika, że produkcja w przemyśle spożywczym wzrosła w Rosji w 2003 r. o 5 proc. w porównaniu z rokiem 2002. Produkcja mięsa zwiększyła się o 10 proc., podobnie produkcja kiełbas i półfabrykatów mięsnych. W 2003 r. Rosja produkowała o 4,5 proc. więcej nabiału.

Źródło: Rzeczpospolita